sobota, 12 grudzień 2020 19:10

Tydzień z Widzewiakiem- Tomasz Lisowski: Widzew potrzebuje dobrego impulsu

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(1 głos)

Kolejnym rozmówcą w Tygodniu z Widzewiakiem jest dość dobrze znany były piłkarz łódzkiego klubu- Tomasz Lisowski. Grający niegdyś na pozycji lewego obrońcy zawodnik właśnie grając w Widzewie wywalczył sobie przepustkę do reprezentacji Polski. Czym zajmuje się dzisiaj?

Jak się dobrze orientuję zakończył pan karierę w 2017 roku. Co robi pan dzisiaj? Pozostał pan blisko piłki?

- Trochę czasu już minęło. Pracuje jako trener w szkółkach piłkarskich i jestem też pośrednikiem transakcyjnym. Nie lubię sformułowania menadżer. Pomagam młodym piłkarzom w prowadzeniu karier. Jeśli natomiast chodzi o pierwszą pracą, to pracuję w szkółkach Arki Gdynia.

Porozmawiamy o Widzewie. Występował pan w tym klubie dwukrotnie. Na początku sprowadzany jako perspektywiczny zawodnik Górnika Łęczna, następnie po kilku latach powrót do Łodzi w roli takiego piłkarskiego weterana. Jak pan wspomina tamte czasy?

- Dobrze wspominam grę w Widzewie. W każdym klubie były wzloty i upadki. Występy w łódzkim klubie na pewno dobrze wspominam choćby z tego względu, że grając dla Widzewa dostałem powołanie do reprezentacji Polski, w której zresztą zadebiutowałem. Sama Łódź też jest dla mnie miastem szczególnym, ponieważ urodziła się tu moja córka.

Przez te kilka, kilkanaście lat gry miał pan przyjemność pracowania z wieloma znanymi szkoleniowcami. Któregoś z nich jakoś pan wspomina najlepiej, jakoś tak szczególnie?

- Z każdym trenerem miałem dobry kontakt. Za Michała Probierza zostałem wprowadzony do Widzewa i zapadł na pewno w pamięć. Również praca pod okiem Pawła Janasa, Czesława Michniewicza. Miałem z nimi dobry kontakt, więc wspominam pracę z nimi bardzo dobrze.

Pytam o trenerów, ponieważ obecnie w Łodzi Widzew postawił na szkoleniowca mało znanego, dla którego prowadzenie takiego klubu jest z pewnością sporym awansem. Mniej medialny szkoleniowiec może mieć podobny wpływ na drużynę. Może w gronie takich zawodników wywalczyć sobie uznanie szatni?

- Nie sądzę, by to był problem. Chciałbym zaznaczyć, że grając jeszcze w Koronie Kielce tam wchodził mało znany wówczas Leszek Ojrzyński i jak się później okazało, potrafił wyrobić sobie nazwisko. Każdemu trzeba dać szansę. Ten trener ma w Widzewie duże możliwości. Może się jeszcze okazać, że wywalczy miejsce w barażach.

Z wymienionych wcześniej trenerów został pominięty ten szczególny- Leo Beenhakker. To właśnie on dał panu możliwość zagrania z orzełkiem na piersi. W czym miał przewagę na resztą polskich szkoleniowców oprócz tego, że był bardziej znany i miał na swoim koncie wiele sukcesów. Jest coś, co on robił a ci niedocenianiu polscy trenerzy nie?

- To było bardzo miłe uczucie. Również i z nim miałem dobry kontakt. Przed każdym powołaniem wypytywał się o moją formę, zdrowie, samopoczucie. Trudno mi coś wyróżnić. Inaczej postrzegam sytuację trenerów. Za darmo oczywiście posady selekcjonera nie dostał, na nazwisko musiał zapracować, ale nie umiem wskazać czegoś co by go tak wyróżniało.

Powracając do tematu Widzewa. Śledzi pan poczynania swojego byłego klubu?

- Tak, owszem. Znam wyniki, wiem co się dzieje. Trzymam kciuki za Widzew, wierzę, że zdobędzie miejsce barażowe. Byłem też ostatnio na meczu. Swego czasu brałem udział przy zakontraktowaniu Huberta Wołąkiewicza do Widzewa. Mam kontakt z dyrektorem Mirosławem Leszczyńskim, więc Widzew wcale nie jest dla mnie tak odległym klubem.

Sytuacja Widzewa jest o tyle ciekawa, że w klubie który reprezentuje dość duże grono znanych piłkarzy brakuje wyników oczekiwanych przez kibiców. Znalazłby pan przyczynę takiej postawy widzewiaków?

- Nie jestem od oceniania. Grałem w piłkę, to byłem od grania. Teraz również nie chciałbym oceniać, mam swoje inne zadania i nie chciałbym wytykać błędów, krytykować. Na pewno forma zespołu nie jest najlepsza, złe wyniki wpływają na drużynę i nie jest im z tym łatwo. Nie chciałbym jednak ich bronić. Ja jestem dobrej myśli. Kwestią czasu jest, że zaczną się piąć w górę tabeli. Meczem choćby z Arką Gdynia pokazali, że potrafią grać w piłkę. Taki klub jak Widzew powinien sobie poradzić z obecnymi problemami. Trzymam za nich kciuki.

Często mówi się o presji. Pan był zawodnikiem Widzewa, w którym od zawsze ta „presja” towarzyszy każdemu zawodnikowi. Jak sobie z nią radzić? Ma pan jakieś rady dla obecnych widzewiaków?

- To są tacy zawodnicy, że sobie poradzą. Są w dołku, ale nie potrzebują żadnych rad. To doświadczona drużyna, która potrzebuje pozytywnego impulsu. Oni wiedzą doskonale jak sobie radzić z presją.

Grał pan niegdyś w Widzewie z Marcinem Robakiem. To odpowiednia osoba do roli kapitana?

- To czołowy zawodnik, ciągnie wszystko w dobrym kierunku. Swoją postawą na boisku potrafi pociągnąć zespół do przodu. Myślę, że wiosną nie raz trafi do siatki rywali.

Chodzą słuchy, że w zespole porobiły się grupki i każdy ciągnie wózek w swoją stronę. Wyczuł pan coś takiego w zespole Widzewa, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie jest pan blisko klubu?

- Ja o niczym nie słyszałem. Być może tak jest, ale ja nie komentuje tego co jest w szatni. Mogę się wypowiedzieć na temat tego co widzę na boisku.

Zatem omawiając to co Widzew gra na boisku. Mimo słabych wyników, zauważa pan jakieś plusy?

- Na Widzew się wszyscy mobilizują. Stąd też mogą być duże problemy z prowadzeniem gry, którą drużyna próbuje stosować. Bądźmy jednak dobrej myśli. Uważam, że drużyna wskoczy na swoje tory i wróci na należne miejsce.

 

Jest jakiś zawodnik Widzewa, który wpadł panu w oko pod względem sportowym?

- Takich zawodników trudno wymienić. Młodych piłkarzy jest zbyt niewielu. Na pewno jednak przypadkowo się tam nie znaleźli.

Jakie przewiduje pan miejsce dla Widzewa w tym sezonie?

- Na szóstym miejscu. Wiosną powinno wszystko się uspokoić. Zarząd zareaguje na obecną sytuację, pewnie w Widzewie pojawi się kilka nowych twarzy i po przepracowanej zimie łodzianie złapią wiatr w żagle. Myślę, że stać ten zespół na grę w barażach.

Cofając się wstecz. Zapadł panu jakiś mecz szczególny w pamięci, a może jakieś wydarzenie?

- Na pewno był taki moment, gdy wracaliśmy do ekstraklasy. Graliśmy chyba na Sandecji i do końca sezonu pozostawało chyba pięć kolejek. Wygraliśmy wówczas pewnie spotkanie. Wygraliśmy z nimi wtedy 6:1.

Mnie natomiast zapadł w pamięci inny mecz z pańskim udziałem. To były już czasy, gdy w Widzewie pan grał po raz drugi i zespołowi się specjalnie za dobrze nie wiodło. Mecz miał miejsce w Jaworznie, byłem wówczas na nim i było takie małe spięcie pomiędzy panem a Tomaszem Hajto, ówczesnym szkoleniowcem GKS Tychy. O co wtedy poszło?

- W ferworze walki coś się powiedziało. Wszyscy dobrze znamy jak reaguje Hajto. Na meczu nie miałem kolegów, poza boiskiem owszem, ale grało się dla swojej drużyny i walczyło się dla niej również w ten sposób.

Pana pamiętam głównie z dobrze bitych rzutów wolnych. W kilku słowach mógłby pan przekazać swoją tajemną wiedzę obecnym zawodnikom? Gdzieś wyczytałem pewną wypowiedź bodaj byłego piłkarza m.in. Legii Warszawa- Macieja Iwańskiego, że należy kopać piłkę w wentyl. Jak się pan by odniósł do tych słów? (śmiech)?

- Nie przesadzajmy. Ciężko komuś doradzić jak to robić. Zostawałem po treningach, ćwiczyłem ten element gry. Ustawiałem sobie mniejszą czy większą bramkę. I robiłem swoje. A co do wentyla, ja właśnie na odwrót- wentylem w bramkę. (śmiech).

Czego zatem mógłbym panu życzyć?

- Zdrowia, to jest najważniejsze. Przyda się, bo żona w ciąży.

Moje gratulacje. Syn czy córka?

- Syn.

Potencjalny przyszły zawodnik Widzewa? Które to pana dziecko.
- To się zobaczy. (śmiech) Mam córkę, teraz  będzie syn. Będzie parka.

Na koniec chciałby pan coś powiedzieć kibicom Widzewa?

- Mogę życzyć w tych trudnych czasach zdrowia i w zbliżające się święta wszystkiego najlepszego. Oby nowy rok okazał się lepszy.

 

 

Czytany 317 razy