czwartek, 17 wrzesień 2020 13:25

Poderbowy obraz Widzewa. Na czym stoi RTS?

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Anka WB Anka WB Anka WB

Trzy porażki i 9 straconych goli. Nie tak miał wyglądać start sezonu w wykonaniu piłkarzy Widzewa, którzy do I ligi wrócili po pięciu latach nieobecności na tym poziomie rozgrywkowym. Klęska w derbowym starciu pokazała, że by zbudować coś w klubie ze wschodniej części miasta potrzeba nie tylko chęci i pieniędzy, ale dużo pracy.

W obecnej sytuacji praca trenera Enkeleida Dobiego jest niezwykle wyczerpująca. Do niedawna każdy mógł zazdrościć objętej przez niego funkcji, dziś po takich porażkach i ostatnim miejscu mało kto chyba chciałby, a też nie wiadomo czy miałby pomysł na to, by ruszyć grę łodzian do przodu. Spotkanie rozgrywane w ramach 65. Derbów Łodzi miało sprawić, że Widzew podniesie się i kolejne mecze będzie rozgrywał lepiej kończąc je lepszymi wynikami (czyt. punktami).

Jeszcze przed spotkaniem z ŁKS domagano się zmian, które trener Dobi zapowiedział i z dotrzymanego słowa się wywiązał. Wpuszczając ośmiu innych zawodników w porównaniu do spotkania z Chrobrym Głogów pokazał, że jest na tyle odważny by posadzić wielu zawodników dotychczas będących ważnymi ogniwami zespołu. Można by rzec, że swoimi roszadami szkoleniowiec RTS zaskoczył wszystkich, ponieważ o ile można było spodziewać się kilku zmian, to o tyle mało kto chyba wierzył w to, by na boisku pojawiło się aż 8 piłkarzy.

Pierwszą zmianą jaką miała miejsce była oczywiście pozycja bramkarza. Niepewnego Wojciecha Pawłowskiego zastąpił Miłosz Mleczko. Młody golkiper został jednak rzucony na głęboką wodę i na dzień dobry dostał szybko bramkę. Później wpuścił drugą i jego wspomnienia po pierwszych dla niego Derbach Łodzi do najmilszych należeć nie będą.

Na tym jednak szkoleniowiec nie zakończył. Zrezygnował co ciekawe z dwóch środkowych obrońców, którzy dotychczas byli nienaruszalni. Tu mowa szczególnie o Danielu Tanżynie, który derby przez większą część spotkania oglądał z ławki. Podobnie było zresztą z Sebastianem Rudolem. O ile jednak ten pierwszy na murawie się w ostatnim meczu pojawił, o tyle ten drugi o występie mógł pomarzyć. Zmiana również nastąpiła na lewej stronie obrony, gdzie swojej szansy doczekał się wychowanek Widzewa- Filip Becht. I on wraz z Krystianem Nowakiem oraz Michałem Grudniewskim mieli dać świeżości w destrukcji.

Do zmian również doszło w drugiej linii, gdzie zdaniem trenera odpocząć od gry musieli choćby Henrik Ojamaa czy Mateusz Możdżeń. To spowodowało, że od pierwszej minuty mógł się pokazać Merveille Fundambu (on akurat wychodził w pierwszym składzie na Radomiak) i Dominik Kun, a także Patryk Mucha. Dodatkowo też w ataku mógł pokazać się od początku Karol Czubak, który miał wspomóc osamotnionego w ataku Marcina Robaka. 

Tak odważne posunięcia trenera jednak na nic się zdały, ponieważ Widzew choć momentami grał całkiem przyzwoicie, tworzył sobie akcje i kilkukrotnie zdołał poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez Arkadiusza Malarza. Niestety dobrymi kilkoma minutami bądź też kilkunastoma o zwycięstwo w takim meczu jak spotkanie z rywalem zza miedzy wygrać niezwykle trudno. Mądrze grająca drużyna ŁKS Łódź zdołała sobie poradzić z ambitnie grającym Widzewem i wygrała 2:0.

Widzew Łódź- ŁKS Łódź 0:2 (0:1)

Bramki: Rozwandowicz 15', Klimczak 64'.

Widzew: Mleczko- Kosakiewicz, Nowak, Grudniewski, Becht, Fundambu, Poczobut, Mucha, Kun, Czubak, Robak.

ŁKS: Malarz- Wolski, Dąbrowski, Sobociński, Klimczak, Pirulo, Dominguez, Rozwandowicz, Trąbka, Ratajczyk, Corral. 

Po porażce jednak trzeba wstać. Liga wciąż trwa, a świat nie kończy się na jednym meczu, choć podnieść się mentalnie nie jest takie proste. Będący na ostatnim miejscu w lidze Widzew ma przed sobą kolejne ważne spotkania, w których może zdobyć punkty i przeć ku górze. Albański szkoleniowiec będzie jednak zapewne zmuszony do podjęcia pewnie ważnych decyzji, bo po takich porażkach do porządku dziennego zwyczajnie przejść nie można. 

Na horyzoncie już w najbliższą sobotę  Stomil Olsztyn, z którym nie tak dawno wygrał dość pewnie właśnie Łódzki Klub Sportowy. Zaraz potem wyjazd na Śląsk do Jastrzębia i na koniec września pojedynek z Zagłębiem Sosnowiec. W tych meczach pewnie także dojdzie do kilku roszad, choć trzeba przyznać, że mimo porażki w derbach nie wszystko zasługiwało na krytykę. 

Enkeleid Dobi staje przed nie lada wyzwaniem, zebrać rozbitych piłkarzy w całość i wyciągnąć nich ukryte głęboko umiejętności. Nie jest chyba możliwe to, by nagle Marcin Robak nie wiedział jak się strzela bramki, a Wojciech Pawłowski nagle przestał bronić jak miało to miejsce kilka miesięcy temu. Mecz z ŁKS Łódź pokazał, że w drużynie łodzian brakuje spokoju, co tylko podkreślił nie tylko czerwoną kartką, ale swoim zachowaniem Bartłomiej Poczobut. Pierwszych korekt zatem można wyczekiwać w środku pola. Być może jeśli uda się trenerowi znaleźć kogoś kto uspokoi grę w tej strefie boiska cała reszta się wygładzi i wyprostuje. Pierwsze efekty jednak dopiero 19 września w sobotę. 

 

Czytany 304 razy