środa, 16 wrzesień 2020 16:26

Tydzień z Widzewiakiem- Piotr Kuklis: Derby to najlepszy moment na wymazanie słabego początku

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Wielokrotnie występował w łódzkich derbach. Człowiek związany z Łodzią od dziecka będąc piłkarzem Widzewa nie raz zasmakował smaku zwycięstwa dziś życzy sukcesu obecnym widzewiakom. Piotr Kuklis w szczerej rozmowie tuż przed Derbami Łodzi pomiędzy Widzewem i ŁKS.

Choć nie reprezentował tego Widzewa z najlepszego okresu tego klubu, to doskonale wie co to znaczy bronić jego barw. Kiedyś był nieźle zapowiadającym się pomocnikiem, który mógłby osiągnąć nieco więcej. Nie zawsze jednak w życiu wychodzi. Piotrowi Kuklisowi jednak wiedzie się całkiem dobrze również po zawieszeniu butów na kołku o czym można przeczytać w poniższym wywiadzie.

Na początek chciałbym spytać czym się pan obecnie zajmuje? 

- Zajmuję się sprzedażą i montażem instalacji gazowych do samochodów oraz prowadzę studio treningu personalnego EMS Dream Body w Zgierzu.  

Są to zajęcia zatem dalekie od futbolu. Nie ciągnie pana do piłki?

- Mam drużynę A-klasową Czarni Smardzew. Obecnie jestem na kursie trenerskim  UEFA A, na samej końcówce już. Tak więc tych obowiązków trochę mam. Parę lat temu jednak skierowałem się na inną drogę. Doświadczyłem treningu personalnego i w pewnym momencie podjąłem decyzję, by samemu takie studio prowadzić wraz z kolegą z ławki oraz drużyny młodzieżowej Widzewa Tomkiem Bogdańskim. Takie studio połączone ze stymulacją mięśni mocno rozpowszechnione jest na zachodzie oraz w Stanach Zjednoczonych. W Polsce natomiast to dopiero wchodzi.

Zatem wygląda na to, że jest pan bardzo zapracowaną osobę i domyślam się, że na co dzień panu się nie nudzi.

- Na pewno się nie nudzę. (śmiech).

Akurat się tak zdarzyło, że dziś wielki dzień dla łódzkiej piłki. Derby pomiędzy Widzewem i ŁKS. Pan w kilku takich pojedynkach wystąpił. Jakie jest pana zdanie na temat spotkań derbowych? One rządzą się swoimi prawami czy jednak to mecz jak każdy inny?

- Oczywiście. Jest to cięży gatunkowo mecz ze względu na kibiców. Dla mnie również. Raz, bo jestem wychowankiem Widzewa, ale też miałem jako dziecko epizod w ŁKS-ie. Szybko jednak zmieniłem barwy. To jest mecz szczególny. Da się go odczuć na boisku i na trybunach. Dało się na pewno odczuć atmosferę wielkiego święta piłkarskiego w Łodzi.

Trener Stawowy w jednym z wywiadów wspominał, że ŁKS Łódź nie jest wcale faworytem tego spotkania. Ja osobiście jestem innego zdania ze względu na ostatnie wyniki i podobnego zdania jest wiele innych osób. Piłkarzom z zachodniej części Łodzi fakt ten nie sprawi problemów, co byłoby jednocześnie atutem widzewiaków?

- Wolałbym porozmawiać o Widzewie, jeśli jednak chodzi o wypowiedź trenera Stawowego, to uważam że są to gierki przedmeczowe, gdzie szkoleniowiec ŁKS chce ze swoich zawodników ściągnąć presję. Tabela nie będzie mieć większego znaczenia, bo derby mają w sobie inny ciężar gatunkowy. Wierzę, że nadzieję kibiców Widzewa zostaną spełnione.

Oczywiście Naszym głównym tematem jest Widzew i tak też pozostanie. Zgoła odmienna sytuacja panuje po drugiej stronie. Widzew po dwóch blamażach, bo takie słowo chyba pasuje do rozmiarów porażek musi się podnieść. Naprzeciw ekipie trenera Enkleida Dobiego wychodzi rozpędzony zespół. Widzew jest w stanie sobie w obecnej sytuacji w takim właśnie meczu poradzić?

- Powiem tak. Jest to najlepszy na to moment, by się odbić od dołka. Najlepszy moment, by wymazać początek sezonu i w końcu piąć się w górę tabeli. Nawet w przypadku niepowodzeń widzewiaków, jeśli kibice zobaczą 100% a nawet i więcej pozostaną z piłkarzami. Nawet mimo rozgoryczenia. Kibice Widzewa już tacy są- walka na całego.

Załóżmy jednak pesymistyczny rozwój wypadków. ŁKS strzela gola, prowadzi w meczu. Widzew pana zdaniem wówczas jest w stanie się jeszcze podnieść?

- Gdybym ja takie rzeczy wiedział, to byłbym mega trenerem. Przed meczem trudno jest o takie dywagacje. Nie łatwo jest przewidzieć takie rzeczy.

Dokonałby pan jakichś zmian w składzie Widzewa?

- Wie pan. Trener wie najlepiej kto byłby najbardziej odpowiednim wyborem. On piłkarzy widzi na co dzień. Obserwuje na treningach, rozmawia, analizuje pewne zachowania. Kropka.

To może w takim razie inaczej. Gdzie tkwi problem Widzewa? Źle dobrana taktyka, mentalność, a może źle przepracowany okres przygotowawczy?

- Ja jako kibic oglądający mecze Widzewa brakowało mi „drużyny”. Nie widziałem u zawodników tej atmosfery na boisku. Może to właśnie w tym tkwi problem. Indywidualnie każdy z zawodników oddaje pewnie na murawie serducho, chce jak najlepiej, ale nie widziałem w tym wszystkim takiego ducha drużyny. Brakuje chyba tej chemii na boisku. Uważam, że gdyby większy nacisk udało się narzucić właśnie w kwestii poprawienia tego elementu wszystko wyglądałoby lepiej. Nie wiem jednak jak jest w szatni, więc takie rzeczy mogę mówić ze swoich obserwacji.

Wspomniał pan o duchu drużyny. Nie sądzi pan, że tego team spirit może brakować już od poprzedniego sezonu? Widzew co prawda ten awans wywalczył, ale on też przyszedł w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, a większość zawodników z tamtego sezonu wciąż reprezentuje tą drużynę. Może przytłacza ich ogólna taka atmosfera, że ten awans powinien przyjść wcześniej i łatwiej.

- W moim przekonaniu można bardziej popracować nad tym, by więź między piłkarzami odzwierciedlała się bardziej na boisku.To jest fundament do wypracowywania kolejnych elementów. Można mieć najlepsze założenia taktyczne, ale bez założenia „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” nie da się pójść do przodu. To jest grupa kilkunastu mężczyzn. Jeśli oni się nie dogadują, to nie da się pójść naprzód, a przynajmniej będzie o to bardzo ciężko.

Jak według pana będzie wyglądał przebieg tego spotkania? Będzie to dominacja ŁKS-u poprzez duże posiadanie piłki, a może jednak to Widzew z racji swojego stadionu będzie kontrolował wydarzenia na murawie?

- Znając trenera Stawowego ŁKS będzie chciał prowadzić grę. Jeśli jednak Widzew dobrze się ustawi, będzie agresywnie próbował odbierać piłkę może stworzyć sobie wówczas bardzo dużo groźnych sytuacji. Nie wiem jednak jak będzie. Nie mam kryształowej kuli, ani nie jestem wróżką Maciejem.

Pokusi się pan o wytypowanie wyniku?

- Nie, nie chciałbym się bawić w typowanie wyników.

Jak już było powiedziane na początku. Zna pan doskonale atmosferę derbów, niejednokrotnie brał pan w nich udział. Które z tamtych spotkań utkwiły panu najbardziej w pamięci?

- Mecz na ŁKS. Nie pamiętam jednak roku. Był to wielki przemarsz kibiców Widzewa na stadion przy al. Unii. Kibice zresztą pokazali, że będąc w mniejszości mogą być głośniejsi niż kibice gospodarzy. Przypominam sobie, że na pewno było to bardzo ostre spotkanie.

Jak pan radził sobie z emocjami? Domyślam się, że dla pana jako łodzianina mecz derbowy wiązał się z dużym stresem.

- Ja lubiłem takie mecze. Dobrze się w nich czułem. Dzień meczu derbowego sprawiał, że u zawodnicy odczuwali większą adrenaliną. Lubiłem takie mecze. Do każdego jednak spotkania trzeba się dobrze przygotować, bo to też nie jest tak, że wygra się derby, a kolejny mecz można sobie odpuścić.

To, że lubił pan tego typu spotkania dało się chyba zauważyć może nie tyle co meczu przeciwko ŁKS, ale przeciwko Legii. Strzelił pan im bramkę, w co prawda przegranym meczu.

- Legii strzeliłem nie jednego gola nie tylko w barwach Widzewa.

Niegdyś pan był postrzegany jako spory talent. Mimo to, nie udało się panu zrobić większej kariery. Nie wyjechał pan nigdzie do poważniejszej ligi. Z perspektywy czasu zauważa pan jakiś popełniony przez siebie błąd? Może gdyby istniał wehikuł czasu, spróbowałby pan coś zmienić i co by to było?

- Gdyby istniało coś takiego, to może i tak. Nie można jednak do życia podchodzić w ten sposób. W tamtym czasie pewne decyzje wydawały mi się najrozsądniejsze i takie też podejmowałem, dziś może bym dokonywał innych wyborów. Niczego jednak nie żałuję.

Rozumiem, że wybiera się pan na mecz. Bilet już jest?

- Nie. Mam taką sytuację, że po prostu nie mogę.

Podobnie jak ja możemy sercem wspierać widzewiaków i liczyć na zwycięstwo.

- Szczerze wierzę w wygraną Widzewa.

Wielokrotnie występował w łódzkich derbach. Człowiek związany z Łodzią od dziecka będąc piłkarzem Widzewa nie raz zasmakował smaku zwycięstwa dziś życzy sukcesu obecnym widzewiakom. Piotr Kuklis w szczerej rozmowie tuż przed Derbami Łodzi pomiędzy Widzewem i ŁKS.

Na początek chciałbym spytać czym się pan obecnie zajmuje? Wielu kibiców mogło zdążyć zapomnieć kim był Piotr Kuklis.

- Zajmuję się sprzedażą i montażem instalacji gazowych do samochodów oraz prowadzę studio treningu personalnego.

Są to zajęcia zatem dalekie od futbolu. Nie ciągnie pana do piłki?

- Mam drużynę A-klasową Czarni Smardzew. Obecnie jestem na kursie trenerskim  UEFA A, na samej końcówce już. Tak więc tych obowiązków trochę mam. Parę lat temu jednak skierowałem się na inną drogę. Doświadczyłem treningu personalnego i w pewnym momencie podjąłem decyzję, by samemu takie studio prowadzić wraz z kolegą z ławki. Takie studio połączone ze stymulacją mięśni mocno rozpowszechnione jest na zachodzie oraz w Stanach Zjednoczonych. W Polsce natomiast to dopiero wchodzi.

Zatem wygląda na to, że jest pan bardzo zapracowaną osobę i domyślam się, że na co dzień panu się nie nudzi.

- Na pewno się nie nudzę. (śmiech).

Akurat się tak zdarzyło, że dziś wielki dzień dla łódzkiej piłki. Derby pomiędzy Widzewem i ŁKS. Pan w kilku takich pojedynkach wystąpił. Jakie jest pana zdanie na temat spotkań derbowych? One rządzą się swoimi prawami czy jednak to mecz jak każdy inny?

- Oczywiście. Jest to cięży gatunkowo mecz ze względu na kibiców. Dla mnie również. Raz, bo jestem wychowankiem Widzewa, ale też miałem jako dziecko epizod w ŁKS-ie. Szybko jednak zmieniłem barwy. To jest mecz szczególny. Da się go odczuć na boisku i na trybunach. Dało się na pewno odczuć atmosferę wielkiego święta piłkarskiego w Łodzi.

Trener Stawowy w jednym z wywiadów wspominał, że ŁKS Łódź nie jest wcale faworytem tego spotkania. Ja osobiście jestem innego zdania ze względu na ostatnie wyniki i podobnego zdania jest wiele innych osób. Piłkarzom z zachodniej części Łodzi fakt ten nie sprawi problemów, co byłoby jednocześnie atutem widzewiaków?

- Wolałbym porozmawiać o Widzewie, jeśli jednak chodzi o wypowiedź trenera Stawowego, to uważam że są to gierki przedmeczowe, gdzie szkoleniowiec ŁKS chce ze swoich zawodników ściągnąć presję. Tabela nie będzie mieć większego znaczenia, bo derby mają w sobie inny ciężar gatunkowy. Wierzę, że nadzieję kibiców Widzewa zostaną spełnione.

Oczywiście Naszym głównym tematem jest Widzew i tak też pozostanie. Zgoła odmienna sytuacja panuje po drugiej stronie. Widzew po dwóch blamażach, bo takie słowo chyba pasuje do rozmiarów porażek musi się podnieść. Naprzeciw ekipie trenera Enkleida Dobiego wychodzi rozpędzony zespół. Widzew jest w stanie sobie w obecnej sytuacji w takim właśnie meczu poradzić?

- Powiem tak. Jest to najlepszy na to moment, by się odbić od dołka. Najlepszy moment, by wymazać początek sezonu i w końcu piąć się w górę tabeli. Nawet w przypadku niepowodzeń widzewiaków, jeśli kibice zobaczą, że ich piłkarze dają z siebie wszystko, ich nie opuszczą.

Załóżmy jednak pesymistyczny rozwój wypadków. ŁKS strzela gola, prowadzi w meczu. Widzew pana zdaniem wówczas jest w stanie się jeszcze podnieść?

- Gdybym ja takie rzeczy wiedział, to byłbym mega trenerem. Przed meczem trudno jest o takie dywagacje. Nie łatwo jest przewidzieć takie rzeczy.

Dokonałby pan jakichś zmian w składzie Widzewa?

- Wie pan. Trener wie najlepiej kto byłby najbardziej odpowiednim wyborem. On piłkarzy widzi na co dzień. Obserwuje na treningach, rozmawia, analizuje pewne zachowania. Kropka.

To może w takim razie inaczej. Gdzie tkwi problem Widzewa? Źle dobrana taktyka, mentalność, a może źle przepracowany okres przygotowawczy?

- Ja jako kibic oglądający mecze Widzewa powiem, że brakowało mi „drużyny”. Nie widziałem u zawodników tej atmosfery na boisku. Może to właśnie w tym tkwi problem. Indywidualnie każdy z zawodników oddaje pewnie na murawie serducho, chce jak najlepiej, ale nie widziałem w tym wszystkim takiego ducha drużyny. Brakuje chyba tej chemii na boisku. Uważam, że gdyby większy nacisk udało się narzucić właśnie w kwestii poprawienia tego elementu wszystko wyglądałoby lepiej. Nie wiem jednak jak jest w szatni, więc takie rzeczy mogę mówić ze swoich obserwacji.

Wspomniał pan o duchu drużyny. Nie sądzi pan, że tego team spirit może brakować już od poprzedniego sezonu? Widzew co prawda ten awans wywalczył, ale on też przyszedł w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach, a większość zawodników z tamtego sezonu wciąż reprezentuje tą drużynę. Może przytłacza ich ogólna taka atmosfera, że ten awans powinien przyjść wcześniej i łatwiej.

- W moim przekonaniu można bardziej pochylić się nad kwestią scalenia drużyny, wypracowania tego jak pan to ładnie nazwał team spirit, ale że jesteśmy w Polsce to lepiej pasuje duch drużyny. To jest fundament do wypracowywania kolejnych elementów. Można mieć najlepsze założenia taktyczne, ale bez założenia „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” nie da się pójść do przodu. To jest grupa kilkunastu mężczyzn. Jeśli oni się nie dogadują, to nie da się pójść naprzód, a przynajmniej będzie o to bardzo ciężko.

Jak według pana będzie wyglądał przebieg tego spotkania? Będzie to dominacja ŁKS-u poprzez duże posiadanie piłki, a może jednak to Widzew z racji swojego stadionu będzie kontrolował wydarzenia na murawie?

- Znając trenera Stawowego ŁKS będzie chciał prowadzić grę. Jeśli jednak Widzew dobrze się ustawi, będzie agresywnie próbował odbierać piłkę może stworzyć sobie wówczas bardzo dużo groźnych sytuacji. Nie wiem jednak jak będzie. Nie mam kryształowej kuli, ani nie jestem wróżką Maciejem.

Pokusi się pan o wytypowanie wyniku?

- Nie, nie chciałbym się bawić w typowanie wyników.

Jak już było powiedziane na początku. Zna pan doskonale atmosferę derbów, niejednokrotnie brał pan w nich udział. Które z tamtych spotkań utkwiły panu najbardziej w pamięci?

- Mecz na ŁKS. Nie pamiętam jednak roku. Był to wielki przemarsz kibiców Widzewa na stadion przy al. Unii. Kibice zresztą pokazali, że będąc w mniejszości mogą być głośniejsi niż kibice gospodarzy. Przypominam sobie, że na pewno było to bardzo ostre spotkanie.

Jak pan radził sobie z emocjami? Domyślam się, że dla pana jako łodzianina mecz derbowy wiązał się z dużym stresem.

- Ja lubiłem takie mecze. Dobrze się w nich czułem. Dzień meczu derbowego sprawiał, że u zawodnicy odczuwali większą adrenaliną. Lubiłem takie mecze. Do każdego jednak spotkania trzeba się dobrze przygotować, bo to też nie jest tak, że wygra się derby, a kolejny mecz można sobie odpuścić.

To, że lubił pan tego typu spotkania dało się chyba zauważyć może nie tyle co meczu przeciwko ŁKS, ale przeciwko Legii. Strzelił pan im bramkę, w co prawda przegranym meczu.

- Legii strzeliłem nie jednego gola nie tylko w barwach Widzewa.

Niegdyś pan był postrzegany jako spory talent. Mimo to, nie udało się panu zrobić większej kariery. Nie wyjechał pan nigdzie do poważniejszej ligi. Z perspektywy czasu zauważa pan jakiś popełniony przez siebie błąd? Może gdyby istniał wehikuł czasu, spróbowałby pan coś zmienić i co by to było?

- Gdyby istniało coś takiego, to może i tak. Nie można jednak do życia podchodzić w ten sposób. W tamtym czasie pewne decyzje wydawały mi się najrozsądniejsze i takie też podejmowałem, dziś może bym dokonywał innych wyborów. Niczego jednak nie żałuję.

Rozumiem, że wybiera się pan na mecz. Bilet już jest?

- Nie. Mam taką sytuację, że po prostu nie mogę.

Podobnie jak ja możemy sercem wspierać widzewiaków i liczyć na zwycięstwo.

- Szczerze wierzę w wygraną Widzewa.

Czytany 198 razy