sobota, 25 lipiec 2020 16:32

Awans stał się faktem. Widzew mimo porażki opuszcza II ligę

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W decydującym starciu Widzew musiał radzić sobie w osłabieniu. Trener Marcin Kaczmarek zmuszony był dokonać co najmniej dwóch korekt, ponieważ za czerwoną kartkę pauzować musiał dotychczas bramkarz numer 1- Wojciech Pawłowski. Za niego między słupki wszedł Patryk Wolański, którego kibice od dłuższego czasu nie mogli oglądać w akcji. Również do zmiany doszło na prawej obronie. Miejsce zwolnione przez Łukasza Kosakiewicza zajął jego naturalny zmiennik Łukasz Turzyniecki. Innych zmian jednak szkoleniowiec Widzewa nie przeprowadził, co oznaczało że głęboko wierzy w możliwości piłkarzy, na których tak często stawiał. 


Widzew Łódź- Znicz Pruszków 0:1 (0:1)

Bramki: Czarnowski 27'

Składy

Widzew: Wolański- Turzyniecki, Rudol, Tanżyna, Kordas, Możdżeń (Wolsztyński), Poczobut (Gąsior), Ojamaa (Mąka), Radwański, Gutowski (Prochownik), Robak.

Znicz: Misztal- Rackiewicz, Baran, Obst, Drobnak, Pyrka (Tabara), Skibko, Machalski, Moskwik (Szymański), Czarnowski (Faliszewski), Zjawiński (Tarnowski).


Ostatni ligowy mecz Widzewa odbył się z udziałem niemałej publiczności. Przed samym spotkaniem okazało się, że na trybuny może wejść 9 tysięcy ludzi. Zatem wsparci dopingiem swoich kibiców łodzianie rozpoczęli najważniejszy mecz sezonu. Rozgrzani emocjami jakie krążą nad Widzewem kibice liczyli na szybkie otwarcie wyniku, czyli na pierwszy gol Widzewa. I w 3. minucie już zapachniało bramką w polu karnym gości. Niestety mocno bita piłka z lewego skrzydła przez Konrada Gutowskiego nie znalazła adresata. Na odpowiedź trzeba było czekać do 7. minuty i wówczas pierwszą udaną interwencją popisał się Wolański. Dobrze dośrodkowaną piłkę otrzymał Dariusz Zjawiński, który zaraz potem dograł do lepiej ustawionego kolegi. Paweł Moskwik co prawda uderzył celnie, ale wprost w bramkarza. Chwilę później swoją obecność postanowili zaznaczyć kibice, którzy odpalili świece dymne.

Z czasem jednak tempo opadło. Widzew choć dominował nie był wystarczająco dokładny przy swoich zagraniach. Z kolei Znicz też wyczekiwał spokojnie na to dalszy przebieg wydarzeń. W 17. minucie doszło do pierwszego celnego strzału w wykonaniu gospodarzy. Adam Radwański wysunął piłkę Mateuszowi Możdżeniowi, a ten w sytuacji sam na sam strzelił wprost w bramkarza.

W 27. minucie doszło do katastrofy, momentu którego nikt związany z Widzewem nikt sobie nie życzył. Fatalny błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Sebastian Rudol, który podał wprost pod nogi Zjawińskiego.Ten kapitalnie wypatrzył swojego partnera z ataku, a Patryk Czarnowski pokonał po raz pierwszy Wolańskiego uderzeniem po ziemi. Jednocześnie na stratę gola szybko odpowiedzieli fani, którzy głośno domagali się poprawy ze strony zawodników. Koszmar jednak przemknął widzewiakom w 32. minucie. Świetne dośrodkowanie z lewej strony na bramkę mógł zamienić Moskwik. Głową jednak trafił w poprzeczkę. 

Swoją okazję miał w końcu Poczobut. Środkowy pomocnik jednak w 37. minucie niecelnie obok bramki. Bliski strzelenia gola był również Adam Radwański, który z bardzo bliskiej odległości trafił jednak tylko w Piotra Misztala. Przed przerwą nie brakowało co prawda emocji, ale więcej dogodnych sytuacji nie było. I niestety łodzianie szli do szatni mając w głowach straconą bramkę, która mogła ich wykluczyć z bezpośredniego awansu.

Po przerwie Widzew ruszył odważnie na bramkę, ale to groźną sytuację była sobie stworzyć jako pierwsza ekipa Znicza. Fatalnie podawał 50. minucie Mateusz Możdżeń i znów jak z ziemi wyrósł Zjawiński. Gdyby nie wracający Kordas mogłaby paść druga bramka. Kolejna okazja, tym razem dla widzewiaków nadeszła w 57. minucie, gdy z około 11 metrów uderzał Rafał Wolsztyński, który zamienił Możdżenia. Bramkarz gości nie zdecydował się na chwytanie piłki, więc sparował ją zażegnując zagrożenie. A minuty wciąż płynęły.

Kilka minut później napastnik Widzewa ponownie miał sytuację na wykorzystanie, uderzył jednak nad poprzeczką. Z każdą mijającą minutą nerwy na stadionie Widzewa rosły. Nic nie dawały kolejne zmiany, a Znicz nie miał zamiaru odpuszczać i robił po prostu swoje. Choć łodzianie próbowali wyrównać, to dużo w tym wszystkim było chaosu. Dośrodkowania widzewiaków albo lądowały w rękawicach Misztala albo były niecelne lub też na miejscu byli defensorzy. Podobnie było również ze strzałami.

W 73. minucie dobrą piłkę dostał od Daniela Mąki Konrad Gutowski, ale ten powinien zachować się lepiej. Zapachniało golem kilka minut później. Dośrodkowywaną piłkę z prawej strony dostał Marcin Robak, który uderzył celnie w bramkę, ale tam był zawodnik rywali. Wpłynąć na wynik próbował również młodzieżowiec- Robert Prochownik. Najbliżej strzelenia gola był w w 82. minucie, ale ponownie świetnie w tej sytuacji wyszedł golkiper Znicza. 

Mimo nieporadności Widzew cały czas zajmował miejsce premiowane awansem. Duża jednak w tym zasługa GKS Katowice, który nie potrafił w międzyczasie objąć prowadzenia. A Widzew atakował, atakował i atakował, ale Misztal w polu karnym był królem, który nie dawał się pokonać. Po zakończeniu spotkania na stadionie rozległy się gwizdy, mimo że Widzew wciąż zajmował miejsce premiowane awansem. I jednocześnie najciekawszym spotkaniem było to grane w Katowicach, gdzie GKS walczył z Resovią.

Kibice Widzewa nie wytrzymując napięcia wbiegli na boisko dyskutując z widzewiakami, mimo wszystko awans stał się faktem. Cel został osiągnięty, ale w kontrowersyjnych okolicznościach.

Czytany 27 razy

Komentarze  

0 # Pireos 2020-07-25 19:26
Gratulacje z KRK
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj