niedziela, 10 listopad 2019 16:37

Wysoka wygrana w Pruszkowie

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

W Pruszkowie po kanonadzie łódzki Widzew pokonał miejscowego Znicza 6:0. Mecz ustawiła druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dla Marcina Bochenka w 25 minucie. W meczowej jedenastce zamiast kontuzjowanego Daniela Mąkę zastąpił Adam Radwański.

Już w drugiej minucie Łodzianie zaatakowali jako pierwsi. Przemysław Kita do Marcina Robaka. Niestety nasz napastnik był pieczołowicie kryty i obrońcy wybili piłkę. Minutę później akcja przeniosła się pod bramkę Widzewa. Rzut rożny wykonywany przez gospodarzy wyjaśnili zawodnicy Widzewa. W zamieszaniu podbramkowym ucierpiał Kita. W piątej minucie za symulowanie faulu w polu karnym rywali żółtą kartkę otrzymał Adam Radwański. Tą kartką nasz pomocnik wyeliminował się z kolejnego spotkania, ponieważ była to czwarta żółta kartka w tym sezonie. Chwile później „zagotowało” się pod bramką Widzewa. Kornel Kordas nie upilnował Pawła Tarnowskiego, który oddał strzał na bramkę Widzewa, na szczęście nad poprzeczką. Trzy minuty po kartce dla Radwańskiego żółtą kartką został ukarany Marcin Bochenek. W dziesiątej minucie kolejna groźna akcja Znicza. Ponownie nikt nie obstawił gracza gospodarzy, który oddał kolejny strzał na bramkę, którą strzegł Wojciech Pawłowski. Strzał był niecelny i wynik się nie zmienił. Łodzianie w dwunastej minucie wykonywali pierwszy rzut rożny. Łukasz Kosakiewicz wrzucił piłkę w pole karne rywala, trafiła ona w końcu do Kity, który jako pierwszy piłkarz Widzewa oddał celny strzał w tym spotkaniu. Dwie minuty później ponownie Widzewiacy podnieśli ciśnienie swoim kibicom. Tym razem interweniujący poza polem karnym Pawłowski wybił piłkę źle i trafiła ona pod nogi rywala. Tylko dzięki niezdecydowaniu zawodników Znicza wynik nie uległ zmianie. W szesnastej minucie Bartłomiej Poczobut dokładnie podał do znajdującego się w polu karnym Robaka, kapitan Widzewa wspaniałym zwodem minął pierwszego rywala, ale drugi był za blisko i wybił piłkę. Coraz bardziej zarysowywała się przewaga Widzewa. Łodzianie mieli więcej z gry. W dwudziestej piątej minucie miała miejsce sytuacja, która ustawiła spotkanie. Po faulu na Kordasie drugą żółta kartkę otrzymał Bochenek. Zawodnik, który w zeszłym sezonie najbardziej wpisał się w pamięć kibiców Widzewa dwoma golami (po jednym w spotkaniu w Łodzi i w Pruszkowie), w tym spotkaniu musiał opuścić boisko i osłabił swój zespół. Przewaga Widzewa rosła z minuty na minutę. W czterdziestej minucie niepotrzebny faul Kordasa i żółta kartka dla naszego młodego obrońcy. Widzew rozkręcał się coraz bardziej, a Znicz próbował w dziesiątkę zapobiec utracie bramki. Wszystko udawało im się do czterdziestej pierwszej minuty, kiedy to Radwański oddał strzał zza pola pola karnego. Piłka trafiła jeszcze w nogę obrońcy i zmyliła Rafała Misztala. Łodzianie wyszli na prowadzenie. Potwierdziła się teoria, że Znicz w ostatnim kwadransie traci dużo bramek. Widzew już do końca pierwszej połowy przeważał, ale wynik spotkania się już nie zmienił.

Na drugą połowę Widzew wyszedł już w innym ustawieniu. Za Kordasa na muraw wszedł Marcel Pięczek.

Już dwie minuty po rozpoczęciu drugiej połowy Łodzianie mogli prowadzić 2:0. Poczobut wrzucił w pole karne, piłka minęła wszystkich. Gdyby Kita wystartował do piłki ułamek sekundy wcześniej zapewne by podwyższył. Co się nie stało w 47 minucie, stało się dwie minuty później. Kosakiewicz wykonywał kolejny rzut rożny dla Widzewa. Piłka wrzucona w pole karne była nieumiejętnie wybijana przez graczy Znicza. Daniel Tanżyna znalazł się tam, gdzie powinien i pokonał brakarza rywali. Po tej bramce Znicz na chwilę się obudził i zaatakował, jednak nie udało im się pokonać Pawłowskiego. Widzew nie zadowolił się dwubramkowym prowadzeniem. Mecz przez większość drugiej części spotkania toczył się na połowie gospodarzy, którzy bardzo rzadko próbowali zaatakować bramkę Widzewa. Łodzianie konstruowali bardzo dokładnie akcję, przerzucając piłkę raz z lewej na prawą, by za chwilę ponownie wrócić z piłkę na lewą stronę i odwrotnie. Taki sposób gry powodował, że zawodnicy Znicza biegali z jednej na drugą stronę i tracili siły. W pięćdziesiątej ósmej minucie Pięczek zaatakował lewą stroną, wbiegł w pole karne i podał do Robaka. Nasz doświadczony napastnik przyjął piłkę, próbował się odwrócić w kierunku bramki rywala i oddać strzał. Obrońca Znicza „wyciął” naszego kapitana, a arbiter bez chwili zawahania wskazał na jedenasty metr. Wykonawcą oczywiście był Robak. Misztal rzucił się w stronę, w którą uderzył Robak, ale mocny strzał był nie do obrony. W sześćdziesiątej minucie za Radwańskiego wszedł Christopher Mandiangu. W sześćdziesiątej trzeciej minucie Tanżyna został ukarany żółtą kartką za faul. Minutę później boisko opuszcza Kita, a w jego miejsce wchodzi Rafał Wolsztyński. Dwie minuty po wejściu na murawę nasz napastnik umieścił piłkę w siatce i podwyższył na 4:0. Mateusz Możdżeń zagrał do Kosakiewicza, a ten obsłużył Wolszyńskiego. W siedemdziesiątej czwartej minucie Widzew znów mógł się cieszyć z kolejnego gola. Możdżeń podał do Wolsztyńskiego, który wyłożył piłkę Robakowi. Nasz kapitan podał do Mandiangu, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce. Minutę później Konrad Gurowski zszedł z murawy, a zastąpił go Michael Ameyaw.

Gospodarze z rzadka próbowali zagrozić bramce gości. Jednak w ich poczynania nie było widać wiary, że ich akcje coś zmienią. W osiemdziesiątej szóstej minucie Robak ustalił wynik spotkania. Kosakiewicz zagrał z rzutu rożnego w pole karne, tam najwyżej wyskoczył Robak i umieścił piłkę w siatce.

Sędzia chciał zakończyć katusze Znicza jak najszybciej i doliczył zaledwie minutę. Przy tej ilości zmian, przerwach mecz powinien być przedłużony o co najmniej trzy minuty.

Łodzianie odnieśli przekonujące zwycięstwo. Po porażce z Legią w Pucharze Polski oraz niespodziewanej porażce na własnym obiekcie z Resovią odnieśli zasłużone zwycięstwo. Po tym spotkaniu Widzew stał się najskuteczniejszym zespołem drugiej ligi. 

Czytany 172 razy