niedziela, 25 sierpień 2019 18:16

Czy Widzew z kimś może wygrać?

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Łódzki Widzew przegrał spotkanie w Częstochowie z tamtejszą Skrą 0:1. Przed trenerem i zarządem naprawdę dużo pracy, bo przy takim zaangażowaniu "piłkarzy" czeka nas walka o utrzymanie, a nie o awans. Czarne chmury zbierają się nad Widzewem. 

Mecz rozpoczęli gospodarze i już w szóstej sekundzie bramkarz Skry miał pierwszy kontakt z piłką. Dwadzieścia sekund później Konrad Gutowski wrzucał piłkę w pole karne rywala, ale obrońcy z Częstochowy wyjaśnili sytuację. W trzeciej minucie pierwszy rzut rożny dla Widzewa. Z prawej strony wrzucał Łukasz Kosakiewicz, w polu karnym o piłkę walczył Daniel Tanżyna, ale ponownie górą defensorzy gospodarzy. Warto zauważyć, że rzut rożny wywalczył Sebastian Zieleniecki, który atakował bramkę rywali. Trzy minuty później to gospodarze pierwszy raz zaatakowali bramkę Widzewa, ale bez większego zagrożenia. W dziesiątej minucie Widzewiacy rozgrywali akcję pod polem karnym Skry, piłkę przejęli gospodarze i wyszli z kontrą, na szczęście znów beze efektu bramkowego.

Pierwszy kwadrans był dość wyrównany, żadna ze stron nie była bliska strzelenia bramki otwierającej wynik spotkania. Bardzo aktywny był Zieleniecki, a także prawa strona czyli Kosakiewicz i Daniel Mąka.

W dziewiętnastej minucie po raz pierwszy zadrżały serca kibiców Widzewa. Zieleniecki podał piłkę w kierunku własnej bramki, Patryk Wolański źle ją przyjął, ale na szczęście napastnik Skry nie przejął piłki, a przejęcia na pewno zakończyło by się stratą bramki przez Widzew. Dwie minuty później znów akcja prawą stroną. Zieleniecki podał do Kosakiewicza, a ten wrzucił w pole karne. Najwyżej wyskoczył Marcin Robak, skierował w środek bramki, a tam na posterunku był bramkarz gospodarzy. W dwudziestej piątej minucie ładnie zagrał Adam Radwański, który ściągnął na siebie trzech rywali i celnym podaniem zagrał na naszego zawodnika. Niestety nie udało się wyprowadzić kontry. Dwie minuty później nasz rozgrywający uderzył spoza pola karnego, ale piłka przeszła obok bramki nie stwarzając zagrożenia.

Drugi kwadrans to nadal wyrównana gra. Atakowali raz gospodarze, raz goście. Nie było tak zwanych setek.

Ostatni kwadrans zaczął się od mocnego uderzenia gospodarzy. W 34 minucie po faulu Tanżyny sędzia bez chwili wahania wskazał na jedenasty metr. Nasz defensor za to zagranie obejrzał żółty kartonik. Do piłki podszedł Mariusz Holik, który w poprzednim spotkaniu z Widzewem strzelił dwie bramki, w tym jedną samobójczą. Strzelił w lewą stronę, w którą rzucił się nasz bramkarz. Jego dobitkę także wyłapał Wolański i Widzew wrócił z dalekiej podróży. Trzy minuty później za dyskusję z arbitrem żółtko otrzymał Robak. W 38 minucie piłka wpada do bramki Skry. Zejdler podaje do Tanżyny, ten odgrywa do naszego kapitana, Robak umieszcza piłkę w siatce, ale niestety znajduje się na pozycji spalonej. Łodzianie atakują i osiągają przewagę, ale nic z niej nie wynika. Pierwsza połowa kończy się bezbramkowym remisem.

Drugą połowę Widzew rozpoczyna z niezmienionym ustawieniu, aczkolwiek zaczyna to chyba nadużycie. Łodzianie kompletnie niewidoczni, chyba nie wyszli po przerwie na murawę. W 54 minucie drugi trener zespołu gospodarzy otrzymał żółtą kartkę. Trzy minuty później żółtą kartką ukarany także Tanżyna. Gospodarze atakują, mają zdecydowaną przewagę. W 58 minucie katastrofalny błąd naszej defensywy. Sam na sam z Wolańskim wychodzi Piotr Nocoń i umieszcza piłkę w siatce, ku zaskoczeniu kibiców Widzewa. W 61 minucie na boisku melduje się Bartłomiej Poczobut, który zastępuje Zejdlera. Siedem minut później na murawie pojawiają się Christopher Mandiangu oraz Michael Ameyaw, którzy zastępują Wolsztyńskiego i Gutowskiego. Widzew próbuje atakować, aczkolwiek te ataki są schematyczne. Im bliżej końca spotkania tym częściej Łodzianie grają długą piłką. W doliczonym czasie Radwański popełnia błąd, próbując go naprawić fauluje wychodzącego na czystą pozycję rywala, za co otrzymuję czerwoną kartkę. Wynik do końca się już nie zmienia i Widzew przegrywa to spotkanie.

W drugiej połowie na boisku zabrakło Widzewa. Co prawda kilku zawodników próbowało coś zrobić, ale reszta grała tak, jakby nie zależało jej na zwycięstwie. Marcin Robak walczy i próbuje rozgrywać. Ale nie taka jest jego rola. On powinien być blisko bramkarza i próbować strzelić bramkę. Widoczny jest brak Przemysława Kity, który szarpał i wnosił bardzo dużo.

Widzew przegrał ze słabą Skrą, czyli jest jeszcze słabszy od swojego rywala. Zadajmy sobie pytanie, z kim mogą wygrać piłkarze (większość nie zasługuje w obecnej chwili na miano Widzewiaka), którzy reprezentują barwy naszego klubu. W następnej kolejce Widzew gra z liderem, Stalą Rzeszów. Przy takiej formie, mecz zakończy się kolejną porażką. Ale mecz ze Śląskiem może zakończyć się prawdziwym pogromem, a tego kibice Widzewa już nie wybaczą. Można przegrać, ale trzeba walczyć, a tego w drugiej połowie nie było widać na boisku w Częstochowie.

Czytany 475 razy

Komentarze  

0 # Bodek 2019-08-25 18:43
Co zagrał z Górnikiem? Padaczka, szczęśliwy remis, oldboj Robak ma grać, ostatnio miał farta a rywal słabego bramkarza..
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj
0 # amSTRad 2019-08-25 19:08
Robak niepotrzebnie się cofa i rozgrywa. On powinien walczyć w polu karnym i tam wykańczać akcje.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Zacytuj