niedziela, 25 sierpień 2019 09:17

Chcemy więcej mleka

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Widzew dziś rozegra kolejne spotkania w walce o awans na zaplecze Ekstraklasy. W zeszłym sezonie Łodzianie dokonali niemożliwego, pobili rekord w zremisowanych pod rząd spotkaniach, roztrwonili przewagę, której nie dało się roztrwonić, przegrali spotkanie, które do 89 minuty wygrywali 2:0.

W tym sezonie zawodnicy z Piłsudskiego ponownie nie rozpieszczają fanów. Każdy z nas nie przyjmował do wiadomości, że Widzew po 5 kolejkach nie będzie w strefie bezpośredniego awansu, bądź przynajmniej w strefie barażowej. Po pięciu kolejkach Czerwono-Biało-Czerwoni są dopiero na ósmej pozycji i tracą do lidera cztery punkty. Lider z Rzeszowa grał, i wygrał powiększając przewagę do siedmiu punktów.

Wśród większości naszych piłkarzy brak dążenia do zwycięstwa kilkoma bramkami, kolokwialnie mówiąc brak im „instynktu mordercy”. Patrząc na zachowanie niektórych graczy, dochodzę do wniosku, że gdy wygrywają jedną bramką, to już widzą nagłówki w gazetach i internecie, wychwalające ich zwycięstwo i zaczyna się gra na czas. Niech przykładem będzie pojedynek w Elblągu. Widzew przez prawie całą drugą połowę grał w przewadze. Prowadził 1:0, mógł rywala przycisnąć, zaatakować, zmęczyć i pokonać. Niestety była zabawa z piłką, granie do tyłu, czyli coś, z czego bramki raczej się nie strzela. Nasi gracze (piszę po raz kolejny – oczywiście nie wszyscy) chyba myślą, że jak rywal wychodzi przeciwko Widzewowi, to się położy i poprosi o jak najniższy wymiar kary, nie odważy się strzelić im gola. Poprzedni sezon pokazał, że jest wręcz odwrotnie. Każdy chce wygrać z Widzewem, bo to ładnie wygląda w CV. Przypomnę mecz z Błękitnymi w „Sercu Łodzi” w zeszłym sezonie. Widzew wygrywał już 4:0, pierwszą bramkę stracił jeszcze w pierwszej połowie. W drugiej goście strzelili jeszcze jedną bramkę, i końcówka była nerwowa. Spotkań, w których Widzew tracił zwycięstwo bądź remis w końcówce było więcej, zdecydowanie za dużo.

Zamiast zwycięstw (czynów) słyszymy, że w następnym spotkaniu to już na pewno wygramy, że w tym nam coś tylko nie wyszło (słowa). Cały czas dużo słów, mało czynów. I tutaj należy odnieść się do tego, że chcemy więcej mleka. W Polsce jest takie powiedzenie:

Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje

i tak jest w przypadku Widzewa - dużo słów, małe efektów. Może nasi zawodnicy powinni teraz już przejść z etapu słów, do etapu czynów i zacząć wreszcie wygrywać mecze seryjnie, tak jak remisowali także seryjnie spotkania w poprzednim sezonie. Niech będzie o Widzewie głośno w mediach nie tylko ze względu na to, że kibice zapełniają cały stadion na spotkaniach domowych, pobijają swoje rekordy sprzedanych karnetów. Większość zawodników to tylko najemnicy, dla których Widzew to tylko przystanek w karierze. Takich zawodników drwiny z naszego klubu nie ruszają. Nas kibiców za to bardzo. Oni dziś grają w Łodzi, jutro jadą gdzie indziej, my tu będziemy zawsze. 

Kiedyś nasz legendarny Prezes, Ludwik Sobolewski ściągał do Widzewa zawodników niechcianych w innych klubach. Ambicją przerastali oni rywali, z umiejętnościami piłkarskimi było różnie. Dziś, nasi zawodnicy przerastają umiejętnościami całą II ligę, a ambicją ... Kiedyś w Widzewie nie było kasy na wypłaty dla piłkarz, nawet czasem nie było ciepłej wody pod prysznicem. Mimo to zawodnicy Widzewa walczyli do upadłego, wygrywali, a z Widzewem liczył się każdy. Teraz nasi zawodnicy mają wszystko. Pieniądze na czas, wspaniały stadion, rzesze kibiców podążających za klubem. Niestety brak wyników. 

Mam nadzieję, że po dzisiejszym meczu, my kibice Widzewa przestaniemy narzekać, a nasz ukochany zespół odniesie zwycięstwo, może nawet uda się wygrać więcej aniżeli jedną bramką. Może wreszcie uda się odnaleźć Świętego Graala, którym jest dążenie do udowodnienia wszystkim, że jednak Widzew przerasta tę ligę, nie tylko kibicami, budżetem, ale także i kadrą. Młodszym kibicom chciałbym przypomnieć czasy, gdy Franciszek Smuda po raz pierwszy był szkoleniowcem Widzewa. Wtedy nie było ważne, czy Łodzianie wygrywali 1:0, czy 3:0. Oni musieli atakować, dążyć do zdobycia kolejnej bramki, pokazania, że dzieli ich różnica klas (przykład spotkania w Gdańsku, gdzie Widzew wygrał 7:1). Wiem, teraz w zespole nie ma zawodników, którzy są fundamentem reprezentacji, ale są za to zawodnicy, którzy przynajmniej na papierze przerastają II ligę i mają papiery na grę co najmniej o poziom wyżej.

 

Czytany 221 razy