wtorek, 30 kwiecień 2019 20:05

Subiektywny Widzew: Dramaturgia wyryta w DNA

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Runda wiosenna jest, w wykonaniu piłkarzy Widzewa, fatalna. Tak, fatalna! Rozumiem, że łodzianie nie przegrali, ani jednego meczu, ale z drugiej strony jedna wygrana i seria dziesięciu remisów z rzędu dla klubu, który ma zdecydowanie największy budżet w drugiej lidze, chluby nie przynosi. W każdej normalnej lidze takie rezultaty spowodowałyby, że Widzew już dawno przestałby liczyć się w walce o awans. Łodzianie mają jednak to szczęście, że rywale, a zarazem kandydaci do awansu na zaplecze ekstraklasy, również nie kwapią się, aby pewnie móc zapewnić sobie promocję klasę wyżej. To nie obecna gra Widzewa, a mierne wyniki reszty stawki i seria siedmiu zwycięstw z rzędu w rundzie jesiennej, spowodowały, że "czerwono-biało-czerwoni" dalej mają całkiem realne szanse na awans.

Naprawdę trudno jest spojrzeć na aktualną sytuację, uświadamiając sobie, że na pewnym etapie sezonu Widzew miał już kilkunastopunktową przewagę nad resztą stawki. Od spotkania w Grudziądzu, kiedy to Widzew przegrał 3:2 coś się jednak w tej drużynie zacięło i efekty widzimy do dzisiaj. Widzew w każdym meczu jest wolny i apatyczny. Oglądając kolejne wymiany podań wzdłuż boiska pomiędzy Wełną, Tanżyną, a Zielenieckim w starciu ze Skrą Częstochowa miałem wrażenie, że jesteśmy liderem ligi z ogromną przewagą nad resztą. Sytuację z rzutem karnym lepiej po prostu przemilczeć. Po meczu znów dało się słyszeć, co z resztą zrozumiałe, kolejne głosy niezadowolenia. Trudno jest jednoznacznie określić, co jest przyczyną tak słabej dyspozycji Widzewa. Trudno jest również wierzyć w to, że gracze celowo chcą uniknąć awansu, ponieważ to znaczyłoby, że nie mogą nazywać się "profesjonalistami". Więc co? Wspomniany mecz w Grudziądzu? Być może. Przygotowanie fizyczne? Dzisiaj został zwoloniony trener przygotowania motorycznego, domyślam się, że nie bez powodu. 

Jakby ta sytuacja nie wyglądała i jak negatywne głosy nie panowałyby wśród kibiców trzeba pamiętać, że pomimo straty już dwudziestu punktów w rundziej wiosennej Widzew wciąż liczy się walce o awans i w dalszym ciągu mogą w tej lidze rozdawać karty, a wygrana z Ruchem zapewni łodzianom powrót na podium, dlatego pomimo tych wszystkich negatywów, które opisałem wyżej my, kibice, musimy tą drużynę wspierać, bo w jej nogach jest możliwość gry na zapleczu ekstraklasy w przyszłym sezonie. W takich sytuacjach zarówno piłkarze, jak i kibice muszą postępować zgodnie, ze wszystkimi określeniami wpisującymi się w termin "widzewski charakter", bo on rodził się, nawiązując do tematu mojego wpisu, w dramatycznych momentach, które ukształtowały osobowość tego niezwykłego klubu.

Kto 18 czerwca 1997 roku wierzył w 85 minucie meczu na Łazienkowskiej, kiedy to Widzew przegrywał z Legią 2:0, że RTS dziesięć minut później po ZWYCIĘSTWIE 2:3 (do mistrzostwa starczał wówczas Widzewowi remis przyp.red.) będzie świętował czwarty tytuł mistrza Polski. Kto, w 85 minucie 21 sierpnia 1996 roku realnie wierzył, że chwilę później gola na wagę awansu Widzewa do Ligi Mistrzów strzeli Paweł Wojtala? W końcu, odwołując się do najświeższej historii klubu, kto wierzył w przerwie spotkania w Ostródzie, gdzie Widzewiacy przegrywali 1:0 i na 45 minut przed końcem sezonu byli poza II-ligą, że łodzianie podniosą się i finalnie, wygrywając 2:3, będą świętować awans? Za dwa tygodnie, jestem przekonany, że będziemy mogli zadać sobie kolejne pytanie: kto wierzył po meczu ze Skrą, gdy Widzew wypadł z podium, że awansujemy? Do końca sezonu na pewno będzie nam towarzyszyć ogromna dramaturgia, ale ona kibicom Widzewa nie jest obca, ona jest wszechobecna, wyryta w widzewskim DNA.

Czytany 209 razy