Sezon 1997/98

W kolejnym sezonie w Łodzi zaszły dość znaczne zmiany. Co prawda na stanowisku trenerskim pozostał Franciszek Smuda, ale w kadrze była już znaczna rotacja. Już wiosną poprzedniego sezonu z Widzewem pożegnał się Marek Koniarek, który przeszedł do Austrii (SK Vorwarts Steyer). Przed nowym sezonem do Francji wyjechał Ryszard Czerwiec (EA Guingamp), do Niemiec Sławomir Majak (Hansa Rostock), Paweł Wojtala (HSV Hamburg) oraz pierwszy Niemiec w barwach Widzewa, Urlich Borowka (FC Oberneuland). Do lokalnego rywala odszedł Zbigniew Wyciszkiewicz, do Amici Wronki przeszedł Marek Bajor, a Petrochemie wzmocnił Paweł Miąszkiewicz. Karierę postanowił zakończyć Tomasz Muchiński, a kolejny z bramkarzy Widzewa, Maciej Szczęsny nie zagrał ani jednego spotkania w barwach Widzewa w sezonie 1997/98. Kontuzja uniemożliwiła występy Markowi Citko. Do Widzewa powrócił z Ceramiki Opoczno Rafał Kubiak. Nowymi nabytkami okazali się Artur Wichniarek i Arkadiusz Onyszko (obaj Lech Poznań), Maciej Terlecki (ŁKS), Marek Szemoński (Górnik Zabrze), Zbigniew Czajkowski (Zagłębie Lubin), Bleriot Heuyot (Pogoń Szczecin), Sławomir Olszewski (Unia Tarnów), Arkadiusz Świętosławski (Włókniarz Aleksandrów Łódzki) oraz srebrny medalista Igrzysk Olimpijskich z Barcelony Andrzej Kobylański (SV Waldhof Mannheim). Do pierwszego składu przebiło się także czterech wychowanków, Krzysztof Pieprzyk, Mariusz Reksuł, Piotr Głusiński i Sławomir Sałaciński.

Widzew sezon rozpoczął zgodnie z oczekiwaniami. W pierwszym pojedynku nie dał szans na wyjeździe Dyskoboli i wygrał w Grodzisku Wielkopolskim 3:0. W tym spotkaniu klasycznym hattrickiem popisał się Jacek Dembiński, który wszystkie trzy bramki uzyskał w drugiej połowie. W drugim spotkaniu Widzew gościł Lecha Poznań. Zdecydowanym faworytem meczu był Widzew, ale niestety przegrał u siebie 0:1. Na szczęście Widzewiacy w kolejnych spotkaniach grali zdecydowanie lepiej i w kolejnych czterech spotkaniach odnosili zwycięstwa. Po czwartej kolejce wrócili na pozycję lidera. Do ciekawego pojedynku doszło w VII kolejce. Łodzianie udali się do Płocka na mecz z miejscową Petrochemią. Zmierzyły się ostatni zespół tabeli z liderem i aktualnym Mistrzem Polski. Wygrali gospodarze i sprawili teoretycznie dużą niespodziankę. „Teoretycznie” ponieważ zespół z Płocka miał ogromną ambicję pokonać Widzew. W zespole z Płocka występowało pięciu zawodników, którzy wcześniej reprezentowali barwy Widzewa. Mowa tutaj o Dariuszu Podolskim, Radosławie Kowalczyku, Bogdanie Jóźwiaku, Pawle Miąszkiewiczu i Wojciechu Małocha. To oni byli siłą napędową zespołu z Płocka, to im zależało na pokonaniu Widzewa i pokazaniu trenerowi Smudzie, że źle zrobił rezygnując z ich usług. Mimo straconych punktów Widzew nadal był liderem ligi. W następnej kolejce Widzew tylko zremisował na swoim stadionie z Wisłą Kraków, w której występował Marek Koniarek. Do trzynastej kolejki Widzew cały czas był pierwszy. Na drugiej pozycji był ŁKS, a na trzeciej Legia. W trzynastej kolejce Widzew pojechał do Warszawy na mecz z Legią. Dwa poprzednie spotkania na Łazienkowskiej decydowały o tytule mistrzowskim i oba Widzew rozstrzygnął na swoją korzyść. Niestety Widzew nie dał po raz trzeci rady Legii na ich stadionie. Mecz zakończył się wynikiem 3:1 i Widzew spadł na trzecią pozycję. Zwycięstwo nad chorzowskim Ruchem pozwoliło powrócić „Czerowno-biało-czerwonym” na fotel lidera. W XV kolejce zaplanowane były derby Łodzi na stadionie przy Al. Unii. Wicelider ŁKS podejmował lidera Widzew. Było to wyjątkowe spotkanie, ponieważ zespoły nie tylko walczyły o prymat w Łodzi, ale także o pozycję lidera. W tym spotkaniu na początku prowadził Widzew, później ŁKS doprowadził do remisu, a następnie wyszedł na prowadzenie 2:1. Widzew zdołał wyrównać, a w końcówce meczu karnego na bramkę zamienił Andrzej Kobylański i Widzew wygrał 3:2. Mimo remisu w Łodzi z Polonią Warszawa i porażki w Ostrowcu Świętokrzyskim z KSZO, Widzew zakończył rundę jesienną na pierwszej pozycji. Łodzianie mieli punkt przewagi nad Legią i dwa nad lokalnym rywalem, ŁKS-em. Pozycja wyjściowa do rundy wiosennej była bardzo dobra.

W przerwie pomiędzy rundami z Łodzi do Zenita Sankt Petersburg przeniósł się mołdawski internacjonał Alexandru Curteian oraz Rafał Kubiak, który wzmocnił KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

Widzew znów zaspał ze startem na wiosnę. W pierwszym spotkaniu przegrał na swoim boisku z Dyskobolią 2:3. Przypłacił to pozycją lidera, bo wyprzedził go ŁKS. Zwycięstwo nad Lechem w Poznaniu było tylko miłym przerywnikiem dla kibiców Widzewa. Łodzianie w czterech kolejnym spotkaniach nie potrafili ograć rywala odnosząc trzy porażki i jeden remis. To była pierwsza tak fatalna passa w historii, gdy trenerem Widzewa był Franciszek Smuda. Widzew „spadł z pudła” i tracił już do liderującego ŁKS-u siedem punktów. Zwycięstwo nad Petrochemią w Łodzi nic nie zmieniło. W XXV kolejce Widzew został „rozjechany” przez Wisłę w Krakowie 6:0. Po tym spotkaniu Widzew spadł na szóstą pozycję i szansa na obronę tytułu coraz bardziej się oddalała. W kolejnych dwóch spotkaniach Widzew tylko zremisował i tracił do lidera już 12 punktów. W końcówce Widzew jak wytrawny bokser podniósł się z kolan i zaczął walczyć. Dwa kolejne spotkania i komplet punktów poprawiły humory łódzkich kibiców. W XXX kolejce do Łodzi przyjechała Legia. W tym czasie liderem był ŁKS, na drugiej i trzeciej pozycji były zespoły z Warszawy (Legia, Polonia), czwarta była Wisła Kraków, a piąty Widzew. W tamtym sezonie w lidze rządziły dwa największe miasta w Polsce. Widzew pokonał Legię 1:0 i odrobił do odwiecznego rywala trzy punkty. Na trzy kolejki przed końcem Widzew tracił do liderującego ŁKS-u osiem punktów, więc szanse na dogonienie lokalnego rywala spadły do prawie zera. W XXXII kolejce Widzew gościł na swoim stadionie ŁKS. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i Widzew stracił już nawet matematyczne szanse na odrobienie strat do lidera. W przedostatniej kolejce Widzew czekała podróż do Warszawy na Konwiktorską. Mecz miał dla Widzewa wymiar już tylko prestiżowy, ale udało się te spotkanie wygrać. Zwycięstwo w ostatniej kolejce nad KSZO niewiele już zmieniło. Widzew zakończył sezon na czwartej pozycji. Po tym sezonie, z Widzewem pożegnał się Franciszek Smuda.

W klubie zabrakło typowego snajpera, który wyrastał na czołową postać, tak jak kiedyś to robił Koniarek. Najlepszym strzelcem został Andrzej Kobylański, który ośmiokrotnie pokonywał bramkarza rywali. O jedno trafienie mniej zanotował Marcin Zając. Największym „rozbójnikiem” w kadrze Widzewa okazał się Alexandru Curteian, który zdobył trzy żółte kartki i dwie czerwone. Najwięcej minut na boisku spędził Rafał Siadaczka, który zaliczył 33 występy w tym 31 w pełnym wymiarze czasowym.