Sezon 1996/97

Po zdobyciu Mistrzostwa Polski w sezonie 1995/96 w klubie panowała wyśmienita atmosfera. Pierwszy krok ku Lidze Mistrzów został zrobiony. Aby wykonać kolejny, należało wzmocnić zespół piłkarzami, którzy nie będą musieli się ogrywać, tylko wejdą do pierwszej jedenastki od razu. Nowym miejsce musieli zrobić zawodnicy, którzy już w składzie byli. Do najpoważniejszych osłabień zespołu należy zaliczyć odejście do FC Porto Andrzeja Woźniaka. Po rozegraniu jednej rundy w barwach Widzewa do belgijskiego Royal Standard'u odszedł Waldemar Jaskulski. Do Bełchatowa został wypożyczony Sławomir Gula, a do Ceramiki Opoczno odeszli Marcin Boguś i Rafał Kubiak, do Boruty Zgierz Maciej Bielecki, do Petrochemii Płock przeniósł się Dariusz Podolski, a GKS Katowice wzmocnił Bogdan Pikuta.

Na ich miejsce klub pozyskał godnych następców. Z Legii Warszawa przyszli Maciej Szczęsny i Radosław Michalski, z Lecha Poznań Paweł Wojtala, z Ruchu Chorzów Dariusz Gęsior, z Lausanne-Sports Lozanna Jacek Dembiński, z Hannover'u Sławomir Majak i Urlich Borowka, a z Zimbru Kiszyniów Alexandru Curteain. Do Widzewa dołączyli także młodzi zawodnicy, którzy mieli być siłą klubu w następnych sezonach. Mowa o Marcinie Zającu, który dołączył do Widzewa ze Startu Łódź oraz Marcinie Ludwikowski, który wcześniej reprezentował barwy Pogoni Nowe Skalmierzyce.

Sezon nie zaczął się dla Widzewa zgodnie z oczekiwaniami. W pierwszej kolejce Łodzianie zaledwie bezbramkowo zremisowali z Zagłębiem Lubin u siebie na stadionie. W drugiej kolejce odbyły się derby Łodzi, w których Widzew zremisował 1:1. Pierwszą bramkę dla Widzewa w tym sezonie zdobył Zbigniew Wyciszkiewicz. „Czerwono-biało-czerwoni” przełamali się w trzeciej kolejce, gdy pokonali na Piłsudskiego Stomil Olsztyn 4:0. To zwycięstwo pozwoliło awansować z piętnastej pozycji na dziewiątą. Już wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, gdy w IV kolejce Widzew niespodziewanie przegrał w Bełchatowie 0:2. Porażka z GKS-em była pierwszą i ostatnią poniesioną przez podopiecznych Franciszka Smuty w rundzie jesiennej tego sezonu. W trzech kolejnym meczach Widzew wygrał trzy razy, nie tracą ani jednej bramki. W VIII i IX kolejce Widzew tylko remisował z Odrą Wodzisław Śląski na wyjeździe i Lechem Poznań w Łodzi. Po spotkaniu z Lechem Widzew znajdował się na piątej pozycji. Mecz z „Kolejorzem” był ostatnim spotkaniem w roku 1996, w którym Łodzianie oddali rywalowi punkty. Od następnej kolejki zaczął się marsz w górę tabeli jedenastki z Piłsudskiego, który zakończył się pozycją lidera na koniec rundy jesiennej. Widzew wrócił na należne mu miejsce w przedostatniej kolejce, kiedy to w Łodzi pokonał swojego najgroźniejszego rywala, czyli Legię. Mecz z Legią przyciągnął na trybuny około 15 tysięcy widzów, co jak na tamte czasy było wynikiem bardzo dobrym. Jacek Dembiński strzelił bramkę w 80 minucie i dał kibicom z Łodzi wiele radości. W ostatnim meczu rundy Widzewiacy pojechali do Częstochowy na mecz z Rakowem. Mistrzowie Polski nie dali szans gospodarzom i wygrali gładko 4:0.

Gdy wiosną większość piłkarzy wróciła ze zgrupowań, Widzewiacy chyba na nich jeszcze byli. Inaczej nie można określić gry Widzewa w pierwszych kolejkach rundy wiosennej. „Widzew Smudy” znany był z tego, że potrafił „wchodzić na wysokie obroty” dopiero po kilku kolejkach. Wracając do terminarza Widzew zremisował w Lubinie z Zagłębiem 2:2. Niestety później było jeszcze gorzej. Porażka z ŁKS-em na własnym stadionie bardzo zabolała „czerwoną” część Łodzi. Widzew przegrał także i kolejne spotkanie w Olsztynie ze Stomilem 0:1. Po XX kolejkach Widzew tracił do liderującej Legii już cztery punkty. Zwycięstwo w Łodzi z Bełchatowem pozwoliło zachować czteropunktową stratę do zespołu z Warszawy. W XXII kolejce Widzew zaledwie zremisował w Krakowie z Hutnikiem, ale na szczęście przewaga do lidera się nie zwiększyła, ponieważ Legia przegrała w Łodzi z ŁKS-em. Od tej kolejki Widzew wrócił na odpowiednie tory i znów zaczął wygrywać mecz za meczem. Dziesięć kolejnych zwycięstw spowodowało, że Widzew znów został liderem. Po XXXII kolejkach Widzew wyprzedał Legię w tabeli o jeden punkt. W następnej kolejce nastąpiła walka o mistrzostwo. Mecz w Warszawie miał kluczowe znaczenie dla Legii, ponieważ Widzew w ostatniej kolejce walczył z Rakowem i ciężko było oczekiwać, aby przegrał te spotkanie. Spotkanie z 18 czerwca 1997 roku rozpoczęło się po myśli gospodarzy. Już w 11 minucie Cezary Kucharski dał prowadzenie Legii. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa spotkania. W drugiej w 57 minucie na 2:0 podwyższył Sylwester Czereszewski. Wynik do 87 minuty się nie zmieniał, a kibice Widzewa tracili już nadzieję. W 87 minucie trener „Wojskowych” zdjął z boiska pierwszego napastnika. Za Kucharskiego wszedł Jacek Kacprzak. Łodzianie poczuli się pewniej i końcówka spotkania była w ich wykonaniu piorunująca. W 88 minucie Curteain zagrywa piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Majaka, a ten mierzonym strzałem pokonuje po raz pierwszy Grzegorza Szamotulskiego. Chwilę później, Mirosław Jabłoński zdejmuje swojego drugiego napastnika. Za Marcina Mięciela wchodzi Marcin Jałocha. Brak żądeł w Legii spowodował, że Widzew zagrał jeszcze odważniej. W 90 minucie Rafał Siadaczka zagrał pięknie z lewego skrzydła do wchodzącego w „jedenastkę” Gęsiora, który piękną główką pokonuje po raz drugi Szamotulskiego. Sektory Legii ucichły, sektor Widzewa szaleje. Kilkanaście sekund później znów szaleństwo na trybunach Legii. Zawodnik gospodarzy strzela bramkę, ale sędzia słusznie odgwizduje spalonego i to Widzew nadal jest bliżej czwartego w historii klubu mistrzostwa. Kibice czekali kolejne sekundy i Widzewiacy zadali decydujący cios. Z prawego skrzydła do Andrzeja Michalczuka piłkę zagrał Gęsior. Zawodnik Widzewa pokonał po raz trzeci Szamotulskiego i przypieczętował tytuł mistrzowski. Kibice Legii przy stanie 2:0 już świętowali kolejny tytuł, ale zapomnieli, że Widzew gra do końca. Po końcowym gwizdku, to Widzew miał więcej powodów do radości. Mecz ten był szczególny dla Macieja Szczęsnego. Bramkarz Widzewa nie miał łatwego życia na stadionie przy Łazienkowskiej. Od początku kibice Legii wyzwiskami obrażali Szczęsnego. Na szczęście, to on po ostatnim gwizdku, mógł się cieszyć, a nie oni. Ostatni mecz, to formalność. Łodzianie pokonali u siebie Raków Częstochowa 5:1, a Jacek Dembiński w tym meczu pokonał Marka Matuszka pięciokrotnie.
Także i w tym sezonie, tak jak poprzednio w lidze był podział na Widzew i Legię, oraz pozostałe zespoły. Łodzianie na zakończenie sezonu mieli 26 punktów przewagi nad trzecią w tabeli Odrą Wodzisław Śląski.
Najskuteczniejszym zawodnikiem Widzewa był Dembiński, który w całym sezonie zdobył siedemnaście goli. Widzew miał najskuteczniejszy atak w lidze i najsolidniejszą defensywę. W dwunastu ostatnich spotkaniach tego sezonu, Widzew wygrał wszystkie spotkania, w tym te najważniejsze w Warszawie.