Sezon 1989/90

Przed kolejnym sezonem, Widzew chciał znów powalczyć o Europejskie Puchary. Poczyniono nawet konkretne zakupy. Atak Łodzian wzmocnił Jacek Bayer, który był jednym ze skuteczniejszych napastników poprzedniego sezonu. Z Bayerem do Widzewa z Jagiellonii przeniósł się także drugi napastnik, Jarosław Michalewicz. W przypadku tego napastnika, nie był on skuteczny (w dwóch poprzedzających przeprowadzkę do Łodzi sezonach w 48 spotkaniach w barwach zespołu z Białegostoku strzelił tylko jednego gola). Kolejnym zawodnikiem, który wzmocnił atak był Grzegorz Waliczek, który przeniósł się do Łodzi z Zagłębia Sosnowiec. W tym sezonie do Widzewa dołączył także Piotr Szarpak, który przeniósł się z ChKS Łódź. Środkową strefę wzmocnił wychowanek klubu Piotr Kupka oraz Robert Augustowski (ChKS). Z GKS Jastrzębie do RTS-u trafił Andrzej Kretek. Henryk Bolesta wyjechał do Holandii, gdzie bronił barw Feyenoordu, do pobliskiej Belgii wyjechał Przemysław Młynarczyk (Loois Tessendero), Adam Walczak udał się do Szwecji (Finnskooga), a Tadeusz Świątek wybrał egzotyczną Koreę (Oil Seul). Do polskich klubów udali się zawodnicy, którzy w sezonie 1988/89 nie stanowili o sile zespołu. Do Legii wrócił Krzysztof Cuch, Łódź na Trójmiasto zamienił Robert Wilk, którzy przeszedł do Lechii Gdańsk, a Waldemar Tkaczuk udał się w przeciwnym kierunku, gdzie grał w barwach Zagłębia Wałbrzych. Do lokalnych klubów niższych klas odeszli Robert Kiłdanowicz (Włókniarz Pabianice) i Mieczysław Kasperkiewicz (Boruta Zgierz).

Widzew rozpoczął sezon pod wodzą Bronisława Waligóry. Niestety początek nie był udany, bo w meczu inauguracyjnym Łodzianie przegrali z Motorem w Lublinie 0:2 i wspólnie z Górnikiem i Lechem zajmowali 14 pozycję, co po pierwszej kolejce było ostatnim miejscem. W drugiej kolejce było jeszcze gorzej. Na swoim stadionie Czerwono-biało-czerwoni ulegli Ruchowi Chorzów 0:3 i dostali ujemny punkt za porażkę trzeba bramkami. W trzeciej kolejce wyjazd do Warszawy i porażka z Legią 1:3. Pierwszy punkt Widzewiacy zdobyli dopiero w piątej kolejce po remisie w Poznaniu z Olimpią. W VI kolejce Łodzianie zremisowali u siebie z Zagłębiem Sosnowiec i w tabeli pojawił się pierwszy punkt dla Widzewa powyżej zera. Niestety radość nie trwała zbyt długo, ponieważ w następnym meczu Łodzianie ulegli w Bydgoszczy miejscowemu Zawiszy 1:4 i znów stracili punkt. Głową za słabą postawę zawodników zapłacił trener Waligóra. Jego następcą okazał się były bramkarz ŁKS-u i reprezentacji Polski, człowiek który „zatrzymał Anglię”, Jan Tomaszewski. Człowiek, któremu wydawało się, że wie wszystko na temat piłki, który pouczał wszystkich dookoła wytrzymał na ławce trenerskiej tylko trzy kolejki. Zespół pod wodzą Jana Tomaszewskiego przegrał dwa spotkania i jedno zremisował. Na przykładzie Tomaszewskiego widać, że nie każdy dobry piłkarz musi być dobrym trenerem, a tym bardziej dobrym felietonistą, a i tym zajmuję się Jan Tomaszewski. Następcą byłego bramkarza był Czesław Fudalej, który miał doprowadzić zespół do końca rundy. To właśnie podczas trenerskiego epizodu Czesława Fudaleja na ławce trenerskiej Widzew odniósł pierwsze zwycięstwo. Drużyna po bramce Andrzeja Szulca w spotkaniu XII kolejki z Lechem Poznań wygrała 1:0. W następnym spotkaniu Widzewiacy znów zostali ukarani punktem ujemnym za porażkę ze Stalą w Mielcu 1:4. W XIV kolejce Jacek Bayer strzelił trzy bramki w zwycięskim spotkaniu z Górnikiem Zabrze 3:1 co było nie lada wyczynem jak na możliwości tamtego zespołu. W ostatniej kolejce Widzew przegrał w Katowicach z GKS-em i zakończył rundę na ostatnim miejscu ze stratą sześciu punktów do bezpiecznej Jagiellonii Białystok. Od rundy wiosennej szkoleniowcem Widzewa został Paweł Kowalski, dla którego był to powrót do drużyny z Piłsudskiego. Kibice Widzewa nadal wierzyli w to, że uda się uratować zespół przed degradacją. Mimo niskiej temperatury około sześciu tysięcy wiernych fanów stawiło się na pierwszym meczu wiosny z Motorem Lublin, z nadzieję, że Paweł Kowalski coś zmieni w grze zespołu. Po bardzo słabym meczu Łodzianie tylko zremisowali bezbramkowo. Zespół pod wodzą nowego trenera nie grał lepiej. Paweł Kowalski w piętnastu spotkaniach odniósł tylko dwa zwycięstwa (z Ruchem w Chorzowie i Olimpią Poznań w Łodzi), czyli tyle samo co jego poprzednik w pięciu spotkaniach. Po zwycięstwie nad Olimpią Widzew pierwszy raz nie był ostatni. Przeskoczył w tabeli Jagiellonię, której już nie dał się wyprzedzić do końca sezonu. Marne to pocieszenie dla kibiców Czerwono-biało-czerwonych, bo Widzew także nie przeskoczył zespołu, który znajdował się w tabeli przed nim i ostatecznie spadł z ligi. Iluzoryczne szanse na utrzymanie Łodzianie mieli jeszcze do XXVIII kolejki. Gdyby wygrali ze Stalą Mielec u siebie różnicą trzech bramek, a następnie taką samą różnicą z Górnikiem w Zabrzu i Katowicami w Łodzi, mogli liczyć na to, że przy szczęśliwym układzie innych spotkań pozostaną w Ekstraklasie. Niestety do końca sezonu nie udało się wygrać już nic i drugi spadek w historii klubu stał się faktem.

W tym bardzo słabym sezonie najwięcej bramek dla Widzewa uzyskał Jacek Bayer, dziewięć. Najwięcej spotkań, dwadzieścia dziewięć rozegrał Krzysztof Wewiór.