Sezon 1987/88

W sezonie 1987/88 w składzie Widzewa już nie pojawił się Jerzy Klepczyński, który odszedł do Startu Łódź. Ostatnim zawodnikiem nadal grającym w klubie, który miał swój udział w Mistrzostwach Polski był Krzysztof Kamiński. Niestety w przerwie pomiędzy rundami karierę zakończył także i Kamiński i w łódzkim klubie nie było już zawodnika, który by na swoim koncie miał tytuł mistrzowski. Oprócz Klepczyńskiego z Widzewem przed sezonem pożegnał się Marek Dziuba, który wzmocnił belgijski Saint-Truidense. Do niemieckiego FC Homburg w którym grał już Roman Wójcicki wyjechał Krzysztof Kajrys. Tomasz Głowacki pojechał szukać szczęścia w klubach francuskich, do Jagiellonii Białystok odszedł Jerzy Leszczyk, a Jacek Gierek pojechał bronić barw Hutnika Kraków.

Do łódzkiego Widzewa trafił jak się później okazało jeden z najważniejszych zawodników w historii klubu. Mowa oczywiście o Tomaszu Łapińskim, który jest rekordzistą pod względem występów w Widzewie na najwyższym poziomie. Wynik 281 spotkań w Ekstraklasie jest rekordem nie do pobicia w obecnych czasach i jest mało prawdopodobne, że ktoś ten wynik jeszcze bardziej „wyśrubuje”. Oprócz Tomasza Łapińskiego do pierwszego zespołu dołączyli wychowankowie klubu: Paweł Chodakowski, Krzysztofa Rabenda i Grzegorz Łagowski. Z pobliskich klubów do Widzewa przenieśli się Robert Wilk (Pelikan Łowicz) i Jarosław Cecherz (Kolejarz Koluszki). Z Hutnika Warszawa do Łodzi przeniósł się Krzysztof Cuch, a z krakowskiej Wisły Jerzy Zajda.

Już w pierwszym meczu zadebiutował 18-letni Tomasz Łapiński, który pojawił się na boisku w 73 minucie spotkania z Jagiellonią Białystok i tak zaczęła się historia występów tego zawodnika w łódzkim klubie. Mecz zakończył się remisem. W kolejnym spotkaniu piłkarze Widzewa znów zanotowali remis. Później przyszły dwa spotkania zakończone zwycięstwami. W V kolejce Widzew pojechał do Zabrza na mecz z Górnikiem, który w tamtym okresie zdominował polską ligę. Mecz niestety zakończył się porażką. Łodzianie szybko podnieśli się po przegranym spotkaniu i w kolejnych trzech to oni byli górą. Później nastąpiła fatalna seria dziewięciu spotkań bez zwycięstwa. W tym czasie Czerwono-biało-czerwoni przegrali dwa spotkania, a w siedmiu udało się tylko zremisować. Mimo fatalnej postawy w lidze, działacze postanowili zostawić na pozycji szkoleniowca Oresta Lenczyka. Wydawało się, że po zwycięstwie nad Stalą Stalowa Wola 4:0 i punkcie bonusowym Widzew złapie odpowiedni rytm gry. Niestety tak się nie stało, bo w kolejnych  trzech spotkaniach Widzewiacy schodzili pokonani dwa razy, a w jednym zremisowali. Remis ten można uznać za sukces, po punkt udało się urwać zmierzającemu po kolejny tytuł Mistrza Polski Górnikowi Zabrze. W XXII kolejce Widzew znów poczuł smak zwycięstwa. Łodzianie pewnie pokonali Górnika Wałbrzych. Na nic się to nie zdało, bo fatalna seria Widzewa trwała dalej. Sześć spotkań i znów same porażki i remisy. Cztery spotkania zakończyły się remisami, a dwa Łodzianie przegrali. Najbardziej zabolała wysoka porażka w XXIV kolejce z Olimpią Poznań w na własnym stadionie. Goście już po pierwszej połowie prowadzili 4:1. W drugiej połowie nie udało się zmienić niekorzystnego wyniku i pierwsza porażka na własnym stadionie z ujemnym punktem stała się faktem. W przedostatniej kolejce piłkarze RTS-u pokonali na swoim stadionie zawodników Lecha. W ostatnim meczu sezonu Widzew odniósł kolejny remis. Podopieczni Oresta Lenczyka w tym sezonie zanotowali aż piętnaście remisów, siedem porażek i osiem zwycięstw. Dało to piątą lokatę, ale nie było to związane z wspaniałą grą Widzewa, tylko z jeszcze słabszą dyspozycją rywala. Widzew tracił mistrzowskiego Górnika aż dwadzieścia punktów, a do piątego w tabeli ŁKS-u osiem. Nad strefą barażową w której znalazły się zespoły Olimpii Poznań i Górnik Wałbrzych Łodzianie mieli tylko siedem punktów przewagi.

Wiodącymi postaciami Widzewa byli Leszek Iwanicki, Mirosław Myśliński i Andrzej Szulc, którzy rozegrali po dwadzieścia dziewięć spotkań. Najskuteczniejszym zawodnikiem Widzew w sezonie 1987/88 został Myśliński, który strzelił siedem bramek.