Sezon 1985/86

W sezonie 1985/86 Widzew znów został poważnie osłabiony. W bardzo nieprzyjemny sposób z Łodzią pożegnał się Dariusz Dziekanowski, którzy wrócił do Warszawy i zaczął grać w Legii. Kolejne osłabienie i kolejna afera. Świetnie zapowiadający się obrońca Jerzy Wijas, który był kadrowiczem, został powołany do wojska i musiał opuścić Widzew. Ówczesny dowódca wojska, generał Kiszczak stwierdził, że Wijas będzie bardziej potrzebny polskiej armii, aniżeli polskiej piłce. No cóż, w tamtych czasach nie brakowało absurdów. Do Lecha udał się Piotr Romke, a młody i utalentowany Dariusz Marciniak, który miał być nadzieję Widzewa i polskiej reprezentacji przeszedł do Śląska Wrocław. Bałtyk Gdynia wzmocnił Mirosław Kuniczak, Stal Mielec Jerzy Barcz, a po rozegraniu zaledwie czterech spotkaniach w barwach Widzewa Mieczysław Kasperkiewicz przeszedł do Startu Łódź.

Przed zakończeniem poprzedniego sezonem do łódzkiej jedenastki dołączył Marek Podsiadło, który opuścił zespół Cracovii. Do Łodzi wrócił po francuskich wojażach wrócił Krzysztof Surlit. Widzew wzmocnili Wiesław Cisek ze stołecznej Legii, Adam Walczak z Bałtyku Gdynia oraz stawiający pierwsze kroki w I lidze Andrzej Szulc z Łodzianki.  W składzie Widzewa pojawili się także Przemysław Młynarczyk z Włókniarza Pabianice i wychowanek klubu Tomasz Głowacki. Do Łodzi z Zawiszy Bydgoszcz przeniósł się Piotr Nowak, który niestety w Łodzi nie pokazał swoich możliwości i dopiero po latach stał się podstawowym zawodnikiem reprezentacji Polski.

Cały sezon udało się w roli szkoleniowca przepracować Bronisławowi Waligórze. Efekty pracy początkowo były wspaniałe. Co prawda Łodzianie rozpoczęli sezon od remisu z Motorem na swoim stadionie, ale aż do spotkania z Górnikiem w Zabrzu w XIII kolejce byli drużyną niepokonaną. Dla Widzewa to porażka była znamienna w skutkach. Łodzianie, którzy liderowali od siódmej kolejki Ekstraklasie, opuścili fotel lidera na rzecz chorzowskiego Ruchu. Jednak zwycięstwa w dwóch kolejnych spotkaniach spowodowały, że Widzew powrócił na pierwsze miejsce i tam przezimował. Początek wiosny był także udany dla zespołu trenera Waligóry. Dwa zwycięstwa i Widzew nadal zasiadał dzierżył pozycję lidera. Dopiero porażka w XVIII kolejce i remis w XVIII spowodowały, że łódzki klub przeskoczyła Legia Warszawa. Niemoc Widzewa trwała jeszcze jedną kolejkę, w której Łodzianie tylko zremisowali Katowicach. W kolejnych trzech spotkaniach Widzewiacy byli górą. Czerwono-biało-czerwoni odzyskali fotel lidera po XXII kolejce. Niestety końcówka w wykonaniu Widzewa była fatalna. Łodzianie po spotkaniu XXV kolejki byli liderami Ekstraklasy i wydawało się, że mają szansę na zdobycie trzeciego tytułu mistrzowskiego w historii klubu. W XXVI kolejce Widzew pojechał do Warszawy na mecz z Legią. Przegrał to spotkania 3:0, a dwie bramki dla Legii zdobył ex-widzewiak, Dariusz Dziekanowski. To był początek dramatu w wykonaniu czerwono-biało-czerwonych. Ta porażka spowodowała spadek z pierwszej lokaty na trzecią. W ostatnich czterech spotkaniach Widzew nie wygrał ani jednego spotkania, przegrywając u siebie z późniejszym mistrzem, Górnikiem Zabrze. Można powiedzieć, że Widzew przegrał mistrzostwo na własne życzenie. W przerwie zimowej Łodzianie mieli trzy punkty przewagi nad piłkarzami z Zabrza, a na koniec sezonu tracili do nich pięć punktów.

To był początek końca Wielkiego Widzewa końca lat siedemdziesiątych i pierwszej połowy lat osiemdziesiątych. Podstawowymi graczami tego zespołu Henryk Bolesta i Kazimierz Przybyś, którzy wszystkie spotkania od pierwszej do ostatniej minuty. W dwudziestu dziewięciu spotkaniach wystąpili Krzysztof Kamiński, Marek Dziuba a o jedno mniej na swoim koncie miał Roman Wójcicki. Włodzimierz Smolarek i Krzysztof Kajrys strzelili po dziesięć goli, co był najlepszym wynikiem w tym sezonie wśród Widzewiaków.