Sezon 1983/84

W sezonie 1983/84 Widzew miał walczyć o odzyskanie utraconego w poprzednim sezonie tytułu. W tym celu Łodzianie poczynili wzmocnienia. Najgłośniejszym transferem w tamtych czasach były przenosiny do Widzewa z Gwardii Warszawa Dariusza Dziekanowskiego, za którego działacze RTS-u zapłacili 21 milionów, co było w tamtych czasach kwotą niemalże z kosmosu. Z Katowic do Łodzi trafił Jerzy Wijas. Ze Stali Rzeszów do Łodzi przeniósł się Dariusz Marciniak, który miał być przyszłością nie tylko Widzewa, ale także reprezentacji Polski. Z Bełchatowa do Łodzi wytransferowany został Jerzy Leszczyk. Drugim zawodnikiem, który przeniósł się z Warszawy do Łodzi był Mirosław Jaworski, którzy opuścił zespół Hutnika Warszawa. Z Wisły Płock przeszedł do Widzewa Krzysztof Wachaczyk, a z Nogatu Malbork Dariusz Waśniewski. Niestety zespół zanotował także znaczące osłabienia. Do Francji wyjechał najlepszy strzelec poprzedniego sezonu Mirosław Tłokiński (RC Lens) oraz Zdzisław Rozborski (Stade Reims) i Krzysztof Surlit (Olympique Nimes). Do niemieckiego VfB Oldenburg przeniósł się Andrzej Grębosz. Łódzki Start wzmocnili Paweł Woźniak i Witold Matusiak.

Na szczęście dla Widzewa nie zmienił się trener. Władysław Żmuda był pierwszym trenerem w klubie, który miał możliwość szkolenia Widzewiaków przez całe trzy sezony.

Łodzianie rozpoczęli sezon od zwycięstwa w Gdyni z Bałtykiem. W drugiej kolejce pokonali u siebie Zagłębie Sosnowiec i po dwóch spotkaniach zostali liderem. Później nastąpiła „przeplatanka” zwycięstw i remisów, a Widzew oscylował pomiędzy trzecią a pierwszą pozycją. Pierwszą porażkę Czerwono-biało-czerwoni odnotowali w XI kolejce, kiedy to w Szczecinie nie sprostali Pogoni. Ta porażka spowodowała spadek na piątą pozycję, co okazało się najniższą lokatą w całym sezonie. Już do końca rundy jesiennej nikt nie zdołał pokonać Łodzian i zakończyli oni jesień na trzeciej pozycji za liderującym Górnikiem Wałbrzych i wiceliderem z Poznania, Lechem. Wiosną zawodnicy z Wałbrzycha stracili kompletnie formę i przestali liczyć się w walce o mistrzostwo. Od XVII kolejki na fotelu lidera zasiadał albo Lech, albo Widzew. Łodzianie niestety liderowali Ekstraklasie tylko przez cztery kolejki (od XX do XXIII), a w pozostałych wyżej był Lech i tak się zakończył sezon. W końcówce lokomotywa z Poznania złapała „zadyszkę” i wydawało się, że Widzew przeskoczy w tabeli Lecha. Przed ostatnią kolejką Widzew tracił do „Kolejorza” jeden punkt. Łodzianie podejmowali warszawską Legię, a Lech grał w Poznaniu z trzecią w tabeli Pogonią. Widzewiacy pokonali po bramce Tadeusza Świątka rywali 1:0, a Lech zremisował 1:1 z Pogonią, co wystarczyło do obrony tytułu.

W rundzie wiosennej Łodzianie z boiska schodzili pokonani tylko dwa razy. Raz ulegli w Sosnowcu Zagłębiu, a XXVI kolejce nie dali rady chorzowskiemu Ruchowi na własnym stadionie i stracili pozycję lidera, której już niestety nie udało się odzyskać do końca sezonu.

Widzew w tym sezonie miał w miarę stabilny skład. Krzysztof Kamiński był niezastąpiony, a oprócz niego we wszystkich spotkaniach zagrali Dariusz Dziekanowski i Wiesław Wraga, a tylko jedno spotkanie opuścił Roman Wójcicki. Najlepszym strzelcem drużyny zostało Dziekanowski, który zdobył dziesięć bramek. Swoistym wyczynem popisał się Włodzimierz Smolarek, który w wyjazdowym spotkaniu z Szombierkami strzelił wszystkie cztery bramki, zaliczając przy tym klasyczny hattrick w drugiej połowie.