Kazimierz Przybyś


Kazimierz Przybyś

Zdięcie ze strony broniarze.pl

Kazimierz Przybyś (pseudonim „Kaz”) urodził się 11 lipca 1960 roku w Radomiu. Jego piłkarska kariera rozpoczęła się w miejscowej Broni. Pierwszym szkoleniowcem, który zajął się rozwojem tego zawodnika był Jerzy Leszczyński. W okresie juniorskim Kazimierz Przybyś grał także w reprezentacji młodzieżowej. Pod wodzą Waldemara Obrębskiego młody zawodnik zagrał w kilku nieoficjalnych spotkaniach młodzieżówki (między innymi Węgry, Tunezja, Maroko).
W latach 1975 – 1983 Kazimierz Przybyś grał w swoim rodzimym klubie, radomskiej Broni, która w tamtym okresie występowała w III lidze (obecna II liga). Szansę debiutu w pierwszej drużynie popularny „Kaz” dostał od Grzegorza Polakowa w derbowym spotkaniu z Czarnymi. Młody zawodnik w początkowej fazie swojej kariery występował w linii pomocy, a dopiero później został przekwalifikowany na obrońcę.

Przed sezonem 1983/84 zawodnik wzmocnił grający w najwyższej klasie rozgrywkowej wrocławski Śląsk, którego szkoleniowcem wówczas był Stanisław Olearnik. Już w drugiej kolejce Kazimierz Przybyś pojawił się w wyjściowym składzie „Wojskowych”. Debiut niestety nie okazał się zbyt okazały, ponieważ jego nowy zespół uległ na własnym boisku Lechowi Poznań 0:2. Kazimierz Przybyś miejsca w podstawowej jedenastce nie oddał do końca sezonu, a jego zespół zakończył ligę na ósmej pozycji. Ciekawostką jest to, iż wszystkie spotkania (dwadzieścia dziewięć spotkań ligowych i jedno pucharowe w 1/16 Pucharu Polski) zagrał od pierwszej do ostatniej minuty. W kolejnym sezonie młody defensor w zespole ze stolicy Dolnego Śląska rozegrał kolejnych dziewięć spotkań ligowych i jedno w Pucharze Polski. To właśnie występ w rozgrywkach pucharowych w 1/8 z Bałtykiem Gdynia, który zakończył się remisem 1:1, był ostatnim występem Kazimierza Przybysia w koszulce Śląska Wrocław. Również i w tym sezonie Kazimierz Przybyś był podstawowym zawodnikiem „Wojskowych”, a we wszystkich spotkaniach grał od pierwszej do ostatniej minuty.

W okresie gdy grał w Śląsku Wrocław, Kazimierz Przybyś wspólnie z Waldemarem Prusikiem i Ryszardem Tarasiewiczem otrzymali powołanie do reprezentacji Polski. Szkoleniowcem wówczas był Antoni Piechniczek. Cała trójka miała pojechać w styczniu 1984 roku do Indii na turniej o Puchar Jawaharlala Nehru, gdzie Polska miała rywalizować z drużynami narodowymi Indii, Chin i Argentyny. Tarasiewicz i Prusik nie pojawili się na zgrupowaniu, a Przybyś dotarł z kilkudniowym opóźnieniem. Selekcjoner odesłał tego ostatniego do domu. W prasie zawrzało, a działacze Śląska tłumaczyli się, iż zawodnicy byli na wojskowym szkoleniu (w tamtych czasach Śląsk był wojskowym klubem, a zawodnicy odbywali tam obowiązkową służbę wojskową). Polski Związek Piłki Nożnej spóźnił się z wysłaniem powiadomień o powołaniu trójki graczy Śląska, przez co Wrocławski klub nie był w stanie załatwić paszportów dla trójki zawodników. Niestety Kazimierz Przybyś musiał jeszcze poczekać na swój debiut w kadrze A. Całej trójce piłkarska centrala groziła zawieszeniami, ale na szczęście dla najbardziej zainteresowanych, czyli graczy sprawa ucichła i mogli oni dalej grać w swoim zespole.

Będąc graczem Śląska Kazimierz Przybyś mierzył się z Widzewem trzykrotnie. Dwa spotkania w Łodzi zakończyły się bezbramkowymi remisami, a mecz na stadionie Śląska także zakończył się remisem, ale tym razem bramkowym (2:2). Zapewne te spotkania miały wpływ na decyzję zarządzających w tamtym okresie łódzkim Widzewem. Ludwik Sobolewski chciał, aby Widzew ponownie walczył o najwyższe trofea w Polsce, więc potrzebował zawodników, którzy mogli spełnić jego oczekiwania. Wybór padł na Kazimierza Przybysia, który miał wzmocnić defensywę Czerwono-biało-czerwonych. Zawodnik pojawił się w Widzewie 16 stycznia 1985 roku, kiedy to łodzianie przebywali na zgrupowaniu w Karpaczu. Wiosną Widzew pierwsze spotkanie rozgrywał ze Śląskiem, czyli poprzednim klubem Kazimierza Przybysia. W tym spotkaniu zawodnik był gotowy do gry, ale niestety nie mógł w nim wystąpić. Ówczesny szkoleniowiec zespołu z Armii Czerwonej (poprzednia nazwa Al. Piłsudskiego), Bronisław Waligóra desygnował Kazimierz Przybysia do gry, ale w ostatniej chwili legendarny prezes Ludwik Sobolewski wpłynął na decyzję szkoleniowca i na ligowy debiut piłkarz musiał poczekać do następnej kolejki. Interwencja prezesa związana była z ustną umową pomiędzy Widzewem a Śląskiem, która nie pozwalała na występ byłego zawodnika Śląska przeciw jego poprzedniemu klubowi. Ludwik Sobolewski był osobą, która dając słowo, zawsze wywiązywała się z umowy, co w obecnych czasach staje się niestety rzadkością. W trakcie debiutanckiego sezonu w barwach łódzkiej jedenastki w defensywie partnerowali Kazimierzowi Przybysiowi tacy zawodnicy jak Jerzy Wijas, Marek Dziuba czy Tadeusz Świątek. Sezon 1984/85 okazał się przełomowy w karierze zawodnika. W roku 1984 (zespoły uzgodniły przejście zawodnika 1 grudnia 1984 roku) Kazimierz Przybyś przeszedł ze Śląska, do łódzkiego Widzewa, który w tamtym okresie był potęgą w Polsce, a w kolejnym roku zadebiutował w kadrze Polski. Świetna postawa w spotkaniach Widzewa, a wcześniej Śląska spowodowała, że Antoni Piechniczek i Bernard Balut zdecydowali się ponownie powołać defensora Widzewa na wyjazdowe spotkanie z Grecją w eliminacjach do Mistrzostw Świata 1986, które miały być rozegrane w Meksyku. Piłkarz, czy to w Śląsku, czy w Widzewie zawsze rozpoczynał spotkanie od pierwszej minuty. Nie inaczej było w debiucie z Orzełkiem na piersi. Kazimierz Przybyś pojawił się na Olimpijskim Stadionie w Atenach już od pierwszej minuty i jak to do tej pory było, zszedł z niej po ostatnim gwizdku Zorana Petrovicia, który był arbitrem tamtego spotkania. Polacy spotkanie wygrali 4:1. W meczu zagrali między innymi Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, Włodzimierz Smolarek, Roman Wójcicki i Dariusz Dziekanowski, czyli zawodnicy, którzy byli aktualnymi graczami Widzewa, bądź związani byli z tym klubem wcześniej. Ciekawostką jest to, że Kazimierz Przybyś zastąpił w podstawowej jedenastce kapitana reprezentacji Polski, Władysława Żmudę który był kolejnym ex-widzewiakiem w kadrze. Taki był w tamtych czasach potencjał Widzewa, który siał postrach na ligowych boiskach w Polsce. Także w kolejnych spotkaniach reprezentacji Polski w eliminacjach do MŚ z Albanią (wyjazdowe wygrane przez Polaków 1:0) oraz towarzyskim ze Szwecją (przegrane 0:1) Kazimierz Przybyś występował od pierwszej do ostatniej minuty. W sezonie 1984/85 zawodnik rozegrał w barwach Widzewa czternaście spotkań ligowych w pełnym wymiarze czasowym.

Pierwszy sezon w barwach Widzewa Kazimierz Przybyś zakończył bardzo mocnym akcentem. 26 czerwca 1985 roku na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie (stadion Legii Warszawa, przy Łazienkowskiej) w meczu finałowym Pucharu Polski łódzka drużyna pokonała zespół GKS Katowice. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem i dopiero karne wyłoniły zdobywcę tego trofeum. Łodzianie pokonali w nich rywala 3:1. Kazimierz Przybyś w tych rozgrywkach wystąpił w pięciu spotkaniach, we wszystkich grał przez pełne dziewięćdziesiąt minut.

W kolejnym sezonie 1985/86 zawodnik był ponownie ostoją defensywy i wspólnie z Henrykiem Bolestą rozegrał wszystkie trzydzieści spotkań ligowych w pełnym wymiarze czasowym. Do tego dorzucił dwa spotkania i 180 minut w Pucharze Polski. 5 lipca 1985 roku piłkarz zadebiutował w Pucharze Intertoto w wyjazdowym spotkaniu z FC St. Gallen. Łodzianie wygrali spotkanie 3:0. W tym pucharze gracz łódzkiego Widzewa zaliczył jeszcze dwa kolejne spotkania w pełnym wymiarze czasowym. Kolejne 180 minut Kazimierz Przybyś dołożył w Pucharze UEFA, w którym Widzew mierzył się z tureckim Galatasaray. W pierwszym wyjazdowym spotkaniu Widzew przegrał z drużyną znad Bosforu 0:1. W rewanżu już w 1 minucie Wiesław Cisek swoim strzałem odrobił straty ze Stambułu. Pierwsza połowa zakończyła się takim wynikiem. W tym spotkaniu Włodzimierz Smolarek nie wykorzystał rzutu karnego, a Turcy wyrównali w drugiej połowie. Bramka w ostatnich sekundach spotkania na 2:1 Widzewowi już nic nie dała, i niespodzianka jaką było w ówczesnych czasach wyeliminowanie Widzewa przez zespół z Turcji stała się faktem. Kazimierz Przybyś zakończył wraz z Widzewem swoją przygodę w sezonie 1985/86 w Pucharze UEFA już po pierwszym dwumeczu.

Reprezentacja Polski wywalczyła awans na Mistrzostwa Świata w Meksyku. Kazimierz Przybyś znalazł się w kadrze na tą imprezę. Kadra w lutym 1986 roku udała się na tournée po Ameryce Południowej. W oficjalnym sparingu z Urugwajem w podstawowej jedenastce pojawił się Kazimierz Przybyś. Jednak to nie ten mecz zasługuję na uwagę. Po nim reprezentacja Polski rozegrała nieoficjalny sparing z drużyną River Plate Buenos Aires. Do 75 minuty Polacy prowadzili 4:2. Wtedy to zaczęły dziać się na boisku dziwne rzeczy. Enzo Francescoli uderzył w twarz naszego zawodnika, i za chwilę padł na murawę. Sędzie podbiegł do zawodników i ukarał czerwoną kartką … Kazimierza Przybysia. Chwilę później sędzia wyrzucił z boiska kolejnego reprezentanta Polski, a następnie przedłużył spotkanie. Polacy kończąc w dziewiątkę w przedłużonym czasie stracili piątą bramkę i przegrali 4:5.

Kazimierz Przybyś pojechał wraz z drużyną narodową do Meksyku na Mistrzostwa Świata. Otrzymał koszulkę z numerem 2 i rozegrał w turnieju dwa spotkania. W pierwszym zremisowanym przez Polaków spotkaniu z Marokiem pojawił się w tuż po przerwie i rozegrał czterdzieści pięć minut. Kolejne dwa grupowe spotkania zawodnik Widzewa oglądał z ławki rezerwowych. Pojawił się w wyjściowym składzie już w fazie pucharowej w spotkaniu z utytułowaną Brazylią. Polacy to spotkanie przegrali i pożegnali się z mistrzostwami.


Prywatne zbiory Kazimierza Przybysia


Prywatne zbiory Kazimierza Przybysia


Po niezbyt udanych dla Polski Mistrzostwach Świata defensor wrócił na boiska Ekstraklasy. W sezonie 1986/87 ponownie był podstawowym graczem łódzkiej drużyny. Jako jeden z trzech zawodników Widzewa w tym sezonie rozegrał dwadzieścia dziewięć ligowych spotkań. Na murawie przebywał 2,566 minut co okazało się najlepszym wynikiem. Tylko w wyjazdowym spotkaniu z Zagłębiem Lubin został zmieniony po pierwszej połowie. We wszystkich pozostałych grał od pierwszej do ostatniej minuty. W przedostatniej kolejce Widzew jechał na mecz do Wrocławia. Łodzianie to spotkanie przegrali 1:2, ale Kazimierz Przybyś tuż przed przerwą strzelił swojego pierwszego, i jak się później okazało jedynego gola w barwach Widzewa.

W roku 1987 Kazimierz Przybyś rozegrał ostatnie spotkanie w reprezentacji Polski. W październiku zagrał w przegranym przez Polaków spotkaniu w Zabrzu z Holandią. Łącznie w składzie reprezentacji Polski podczas oficjalnych spotkań pojawił się piętnaście raz. Zaliczył dwa występy na Mistrzostwach Świata (105 minut), trzy w eliminacjach do tych mistrzostw (270 minut), oraz dwa w eliminacjach do Mistrzostw Europy (116 minut). Dodatkowo wystąpił w ośmiu spotkaniach towarzyskich (579 minut).

Kazimierz Przybyś w barwach Widzewa grał jeszcze przez trzy sezony. W sezonie 1987/88 ponownie należał do filarów zespołu. Rozegrał dwadzieścia osiem spotkań w pełnym wymiarze czasowym. W tym sezonie jedynie Mirosław Myśliński i Leszek Iwanicki spędzili na boisku więcej minut, aniżeli Kazimierz Przybyś. W sezonach 1988/89 i 1989/90 rozegrał odpowiednio dwadzieścia trzy i dwadzieścia dwa spotkania. Także i w tych dwóch sezonach należał do podstawowych zawodników Widzewa, rozgrywając zdecydowaną większość spotkań w podstawowej jedenastce od pierwszej do ostatniej minuty.

W sezonie 1989/90 łódzki Widzew po raz drugi w historii klubu został zdegradowany z Ekstraklasy (ówczesna I liga) do II ligi. Był to także ostatni sezon głównego bohatera tego artykułu w barwach Czerwono-biało-czerwonych. Kazimierz Przybyś rozegrał w barwach Widzewa łącznie 167 spotkań i strzelił jedną bramkę. Na ten dorobek składają się  (ilość spotkań, w nawiasie bramki):

Ekstraklasa – 146 (1)
Puchar Polski - 14(0)
Europejskie Puchary – 7(0)

W czasie gry przy Armii Czerwonej Kazimierz Przybyś pełnił także funkcję kapitana łódzkiej jedenastki. Od początku do końca należał do podstawowych zawodników klubu, będąc filarem defensywy. Warto zauważyć, że na sto czterdzieści sześć spotkań tylko w czterech schodził z boiska przed czasem, a w jednym wszedł na plac gry z ławki rezerwowych.

Po okresie gry w łódzkim Widzewie Kazimierz Przybyś miał krótki rozbrat z zawodową piłką nożną. Po prawie półrocznym odpoczynku do Włókniarza Pabianice ściągnął go Andrzej Włodarek, który wówczas trenował zespół z Pabianic. Drużyna walczyła w tamtym okresie o awans do II ligi (obecna I liga) i doświadczony defensor był w klubie potrzebny. W zespole Włókniarza piłkarz rozegrał końcówkę pierwszej rundy oraz całą rundę rewanżową. Niestety, zespół z Pabianic przegrał walkę o awans. Kazimierz Przybyś rozpoczynał karierę w Broni Radom i tam zdecydował się ją zakończyć. Można rzec, że jego kariera zatoczyła koło.

Kazimierz Przybyś bardzo dobrze wykorzystywał swoje 185 cm wzrostu. Charakteryzował się bardzo dobrą skocznością oraz grą głową. Mimo, iż był on twardym defensorem, to grał czysto. Warto przypomnieć, że w czasie gry w łódzkim Widzewie w spotkaniach ligowych otrzymał zaledwie dziewięć żółtych kartek, z czego aż cztery w ostatnim sezonie 1989/90, kiedy to Widzew żegnał się z Ekstraklasą. Do spotkań podchodził bardzo profesjonalnie. Na boisku nie stosował taryfy ulgowej nawet dla kolegów z reprezentacji. Tak pisał o tym zawodniku Przegląd Sportowy w serii Pęknięty Widzew (odcinek nr 28):

„...Tymczasem na murawie reprezentant Polski Kazimierz Przybyś uznał Furtoka za osobę niepożądaną i bezceremonialnie wyrzucił napastnika przeciwników na bieżnię. ...”

Po zakończeniu kariery piłkarskiej Kazimierz Przybyś rozstał się z zawodowym futbolem. Więzów z piłką nożną jednak nie zerwał. Można go spotkać na meczach jego macierzystego klubu, Broni Radom. Nie stroni od imprez charytatywnych – był gościem honorowym na zakończeniu „Akcji Lato 2010” w Radomiu.

Po zakończeniu kariery Kazimierz Przybyś był odznaczany i wyróżniany przez różnego rodzaju organizacje. W swojej kolekcji posiada Srebrną Odznakę Honorową PZPN, Srebrną Odznakę ŁZPN oraz Odznakę Honorową 100 Lat Widzewa Łódź (Odznaczenie dla Zawodników i Trenerów). Z okazji 85-lecia Broni Radom otrzymał tytuł Honorowego Członka Klubu. Z okazji 35-lecia Radomskiego Okręgowego Związku Piłkarskiego został wybrany jako Najwybitniejsza Postać Radomskiej Piłki Nożnej.

Andrzej Szulc: „Kazimierz Przybyś tak w życiu prywatnym, jak i sportowym był niesamowitym człowiekiem, kochającym mężem i ojcem oraz świetnym piłkarzem. Bardzo wiele mu zawdzięczam, poświęcił mi wiele czasu na treningach. Również w stosunku do innych zawodników miał bardzo fajne podejście. Kazia po prostu należało lubić i szanować. Wiedziałem, że mogę zawsze na niego liczyć, tak na boisku jak i poza nim. Był to dla mnie ogromny zaszczyt, że mogłem z tej klasy zawodnikiem grać i się przyjaźnić”

Piotr Walczak