Krzysztof Surlit

Wiesław i Krzysztof Surlit (prywatne zbiory Wiesława Surlita)
Wiesław i Krzysztof Surlit

Prywatne zbiory Wiesława Surlita

Krzysztof Surlit, pseudonim „Czapka” urodził się 13 października 1955 roku w Zelowie (powiat bełchatowski). Karierę piłkarską rozpoczynał w miejscowym Włókniarzu Zelów. Do łódzkiego Widzewa trafił latem 1973 roku jako niespełna osiemnastolatek. Do Zelowa na rozmowy pojechał ówczesny prezes Widzewa Ludwik Sobolewski i kierownik drużyny Stefan Wroński oraz starszy brat Krzysztof Surlita, Wiesław. Po kilku godzinach rozmów, Krzysztof Surlit podróżował już w kierunku Łodzi. Duży wkład w transfer do RTS-u miał starszy brat piłkarza, Wiesław, który był wtedy podstawowym bramkarzem Czerwono-biało-czerwonych. To właśnie Wiesław Surlit zainspirował swojego młodszego brata do gry w piłkę. Widzew grał w tamtym okresie na zapleczu Ekstraklasy (dawna II liga). Pierwszym spotkaniem w barwach Widzewa był mecz z Wartą Poznań (27 październik 1973), który Widzew przegrał na wyjeździe 0:1. Nie był to udany debiut dla zawodnika, który dokładnie dwa tygodnie wcześniej skończył 18 lat. Na pierwszą bramkę młody pomocnik Widzewa nie musiał jednak długo czekać. Już w następnej kolejce gdy Widzew grał z Gwardią Koszalin, Krzysztof Surlit zdobył swojego pierwszego gola dla Czerwono-biało-czerwonych. W debiutanckim sezonie rozegrał w barwach zespołu z Armii Czerwonej (obecna Al. Piłsudskiego) jedenaście spotkań ligowych, w których strzelił dwa gole. Drugim spotkaniem, w którym wpisał się na listę strzelców był mecz wyjazdowy ze Stoczniowcem Gdańsk. Do spotkań ligowych Krzysztof Surlit dołożył jedno spotkanie w Pucharze Polski z Legią Warszawa, które Widzew przegrał 0:1.

Kolejny sezon pod wodzą Leszka Jezierskiego okazał się bardzo szczęśliwy dla łódzkiego Widzewa, ponieważ RTS powrócił do piłkarskiej elity. Udział w tym miał także Krzysztof Surlit, który rozegrał czternaście spotkań ligowych. W dwóch spotkaniach domowych z Arkonią Szczecin oraz Wartą Poznań ponownie wpisywał się na listę strzelców. W tym pierwszym spotkaniu zdobył pierwszego gola głową dla łódzkiego zespołu. W sezonie 1974/75 zaliczył jeszcze w barwach Widzewa dwa spotkania w Pucharze Polski.

O Krzysztofie Surlicie przypomniało sobie Ludowe Wojsko Polskie (był wtedy obowiązek służby wojskowej). Działacze wpadli na pomysł, aby przenieść utalentowanego gracza do Startu Łódź, aby wojskowi o nim zapomnieli. Niestety i tam piłkarz został odnaleziony. Początkowo działacze i zawodnik sprytnie unikali powołania „w kamasze”. Za każdym razem, gdy wojskowi pojawiali się na stadionie, zawodnik miał coś zabandażowane, złamane. Został nawet położony do szpitala z diagnozą żółtaczki, ale i ta nie dawała gwarancji uniknięcia zasadniczej służby wojskowej. Niestety nie udawało się bez końca bezkarnie unikać powołania do wojska. W sezonie 1975/76 piłkarz trafił do bydgoskiego Zawiszy. Jako, że zespół z Bydgoszczy obok Legii Warszawa i Śląska Wrocław był klubem wojskowym, mógł powoływać graczy do swojej kadry, aby tam odbyli służbę wojskową i w tym czasie reprezentowali jego barwy. Z tym zespołem Krzysztof Surlit odniósł kolejny sukces, jakim był awans do Ekstraklasy w sezonie 1976/77. Po odbyciu służby wojskowej w Zawiszy wrócił na chwilę do Startu Łódź, by 17 listopada 1977roku zadebiutować w spotkaniu z Arką w Gdyni (0:0) w barwach Widzewa, ale już na boiskach Ekstraklasy. Krzysztof Surlit w debiucie miał dwadzieścia dwa lata, jeden miesiąc i trzy dni. W spotkaniu z Legią na Łazienkowskiej (26 luty 1977) zdobył swoją pierwszą bramkę na boiskach ekstraklasy.

W historii łódzkiego zespołu zapisał się tym, że jako pierwszy zdobył hattricka w spotkaniu rozgrywanym przez Widzew w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jesienią roku 1980 trzy bramki strzelił swojemu byłemu zespołowi, Zawiszy Bydgoszcz (4:0). W rundzie wiosennej sezonu 1980/81 znów popisał się hattrickiem. Tym razem „ofiarą” była Odra Opole (3:0).

W łódzkim Widzewie grał do sezonu 1982/83. Jednym z ostatnich spotkań w barwach Widzewa Krzysztofa Surlita przed wyjazdem za granicę było spotkanie z Cracovią. Publiczność domagała się, aby jej ulubieniec zdobył gola. Udało się to i Krzysztof Surlit  w 79 minucie ustalił wynik spotkania na 7:0.

Z Łodzie przeniósł się do Francji gdzie w sezonie 1983/84 reprezentował barwy Olympique Nimes, a następnie w sezonie 1984/85 barwy USL Dunkerque.

Do swojego Widzewa wrócił w sezonie 1985/86. W tym sezonie rozegrał dla Czerwono-biało-czerwonych dziesięć spotkań i strzelił dwie bramki. Obie bramki strzelił w rywalizacji Widzewa z Legią na stadionie w Łodzi, a mecz zakończył się wynikiem 3:1. Ostatnim spotkaniem w koszulce Widzewa dla Krzysztofa Surlita był wyjazdowy mecz z Motorem Lublin. Łodzianie to spotkanie wygrali 2:0.

W kolejnym sezonie Surlit grał już w zespole GKS Bełchatów. Grał tam w okresie 1986 – 1988, a w czasie gry świętował z bełchatowskim zespołem awans do II ligi (obecna I liga).  Po przygodzie w zespole z Bełchatowa Krzysztof Surlit ponownie wyjechał zagranicę. Tym razem wybrał się do egzotycznej jak na tamte czasy Finlandii. Reprezentował tam w latach 1990 – 1992 barwy OTP Oulu, z którym awansował do I ligi. W Fińskim zespole zakończył piłkarską karierę, jednak z piłką się nie pożegnał.

W czasie piłkarskiej kariery rozegrał dla Widzewa w Ekstraklasie i na jej zapleczu 176 spotkań ligowych i strzelił 34 gole. Reprezentował także barwy łódzkiej jedenastki na arenie międzynarodowej. Wystąpił w 21 spotkaniach (Puchar UEFA – 8, Puchar Mistrzów – 7, Intertoto – 6) i strzelił w nich 6 bramek (Puchar UEFA – 1, Puchar Mistrzów – 3, Intertoto – 2). Dwukrotnie pokonał bramkarza reprezentacji Mistrzów Świata, Włocha Dino Zoffa (Juventus Turyn). Pięknym strzałem z ponad 30 metrów pokonał bramkarza Manchester United, Garego Bailey'a. Pokonał także w Pucharze Mistrzów  bramkarza Rapidu Wiedeń.

Miał doskonale ułożoną nogę i potrafił bardzo dokładnie podać nawet na kilkadziesiąt metrów. Najczęściej grywał na lewej pomocy, gdzie często „łamał” akcję do środka i szukał sobie miejsca albo na mierzone podanie, albo na atomowy strzał.

Był typem wojownika, który bardzo nie lubił przegrywać. Gdy zespołowi nie szło, a Widzew przegrywał, Krzysztof Surlit potrafił wstrząsnąć zespołem i kolegami. Często tak zmobilizowani koledzy potrafili wykrzesać jeszcze trochę energii i odmienić losy spotkania. To właśnie tacy piłkarze jak Krzysztof Surlit stworzyli pojęcie „widzewski charakter”. W czasie meczu grał ostro, aczkolwiek z poszanowaniem rywala.

Diametralnie zmieniał się po spotkaniu. Wśród najbliższych stawał się bardzo łagodną, spokojną, opanowaną i rodzinną osobą. Po spotkaniach i treningach szybko udawał się do żony i dzieci, aby to z nimi spędzić resztę dnia. Zawsze twierdził, że w futbolu najwięcej zawdzięczał rodzicom, żonie, bratu i dzieciom. Mimo iż rodzina była dla niego najważniejsza, do zawodu piłkarza podchodził bardzo profesjonalnie. W sezonie 1979/80 łódzki Widzew walczył o pierwszy w historii tytuł Mistrza Polski z Szombierkami Bytom. Bramki zespołu ze Śląska strzegł jego starszy brat Wiesław, który wcześniej strzegł bramki zespołu z Armii Czerwonej. W spotkaniu pomiędzy Widzewem a Szombierkami w Łodzi Krzysztof Surlit otworzył wynik spotkania, pokonując własnego brata.

W łódzkim Widzewie miał wielu kolegów. Najlepiej rozumiał się z Mirosławem Tłokińskim, Piotrem Romke, Bogusławem Plichem, Andrzejem Możejko i oczywiście bratem Wiesławem.

Jest wiele anegdot dotyczących Krzysztofa Surlita. Podobno w czasie meczu derbowego z ŁKS-em gdy Widzew wygrywał 1:0 strzałem z ponad 30 metrów pokonał Jana Tomaszewskiego. Schodząc do szatni bramkarz reprezentacji Polski rzucił w kierunku młodego zawodnika Widzewa: „Zapamiętaj szczeniaku, żebyś już nigdy w życiu nie ważył się strzelać takich goli Janowi Tomaszewskiemu”. Bramkarz przed strzałem był tak pewny swego, że nie kazał ustawiać muru swoim zawodnikom. Surlit potrafił bardzo mocno, a co najważniejsze celnie uderzyć piłkę z ponad 30 metrów. Jeżeli pierwszy strzał podczas wykonywania rzutu wolnego trafił w mur, to przy drugim „wolnym” nie było chętnych do ustawienia się w murze. Czasem Krzysztof Surlit podchodził do zawodników ustawiających się w murze i żartując mówił do nich: „Lepiej się odsuńcie, bo mogę Wam krzywdę zrobić”.

Można by rzecz, że Krzysztof Surlit był „człowiekiem z żelaza”. Mówiono o nim, że miał żelazne płuca, żelazną prawą nogę i żelazny uścisk. Żartowano, że jedyną osobą która mogła się witać z Surlitem był jego starszy brat Wiesław, dysponujący podobnym uściskiem. Włodzimierz Smolarek wspominał, że kiedyś zapomniał „kleszczy” do odkręcania korków (dawniej grano w butach, w których można było wymienić korki). Z pomocą przyszedł mu młodszy z braci Surlitów, który gołymi rękoma odkręcił korki w butach kolegi z drużyny.

Zbigniew Boniek w wywiadzie powiedział, że to Krzysztof Surlit wybierał piłki. W lidze grano wtedy polskimi piłkami, które były wykonywane ręcznie. Nie każda piłka była tak samo dobrze uszyta. Jeżeli Surlit znalazł piłkę, która „dobrze mu leżała na nodze” to koledzy byli spokojniejsi o wynik meczu.

Przed Mistrzostwami Świata w Argentynie znajdował się w szerokiej czterdziestoosobowej kadrze Polski, ale niestety na mistrzostwa do Ameryki Południowej nie pojechał.

Próbował sił jako szkoleniowiec. W łódzkim Widzewie był asystentem między innymi Marka Koniarka, Oresta Lenczyka i Franciszka Smudy. Jako pierwszy szkoleniowiec próbował sił w takich zespołach jak Zryw Dąbie i Stal Niewiadów. Z tym drugim zespołem świętował awans do III ligi. „Trenerka” w zespołach z niższych lig szła mu z różnymi efektami. Ponieważ był bardzo ambitnym człowiekiem starał się przekazać całą swoją wiedzę, ale niestety często nie trafiało to na grunt, który był zarazem chłonny tej wiedzy i potrafił to wykorzystać.

Krzysztof Surlit zawdzięczał wiele Widzewowi, a Widzewa zawdzięczał wiele Surlitowi. Sam przyznawał, że Widzew w jego sercu zajmował bardzo ważne miejsce. 22 września 2007 roku był na swoim ukochanym stadionie, gdzie oklaskiwał zwycięstwo Widzewa nad Cracovią. Następnego dnia, w Szczecinie odbył się mecz pomiędzy Gwiazdami Polskiej Piłki Nożnej a Oldbojami Szczecina. W trzeciej minucie spotkania Krzysztof Surlit poczuł się gorzej, skarżył się na ból głowy. Przyjechała karetka, ale tego wybitnego zawodnika uratować się już nie dało. Przyczyną śmierci był rozległy zawał serca.

 


Grób Krzysztofa Surlita
Źródło: pl.wikipedia.org -Autor: Robert Kantorek

Krzysztof Surlit żył piłką, piłka była jego całym życiem. Gdyby urodził się kilka lub kilkanaście lat później przyćmiłby swoimi perfekcyjnymi rzutami wolnymi Ronalda Koemana i Roberta Carlosa.


Był osobą, która nigdy się na Widzew nie obraziła, zawsze żył tym co się działo w zespole. Życie poświęcił piłce i na boisku zmarł. Jest jednym z tych wielkich piłkarzy, których już nigdy nie zobaczymy, nie będziemy mogli oklaskiwać. Był jedną z ikon Widzewa, osobą, którą można bezpośrednio przypisać do „widzewskiego charakteru”. Wielu młodych adeptów piłki nożnej mogło by się od niego jeszcze dużo nauczyć, ale niestety nikomu już swojej wiedzy nie przekaże.

Były pomocnik Widzewa pochowany jest na Zarzewiu. Na grobowcu są słowa, które doskonale opisują Krzysztofa Surlita - „Najsłynniejszemu bombardierowi i prawdziwemu Widzewiakowi”.

 

Specjalnie do widzewlodz.info o Krzysztofie Surlicie powiedzieli:

Zbigniew Boniek - ,,Gdy myślę Krzysztof… Pamiętam bardzo mocny uścisk dłoni i nieprawdopodobnie mocne kopnięcie piłki. Nie raz tymi niesamowitymi petardami uratował kilka zwycięstw dla Widzewa. Bardzo  pracowity, skromny. Zasuwał na treningach jak mało  kto. Ćwiczył te swoje uderzenia z dystansu do znudzenia. Uosobienie normalnego, fajnego kolegi, który choć nie był gwiazdą, dawał drużynie Widzewa tak wiele solidności, pracowitości – po prostu futbolowej jakości. Odszedł tak wcześnie, stanowczo za wcześnie… Ale czy na czyjąkolwiek śmierć jest dobra pora?!”.

Marek Pięta - "Był to niezwykle waleczny piłkarz, dobry druh drużyny i bardzo dobry przyjaciel".

 

Chciałbym serdecznie podziękować Panu Wiesławowi Surlit za poświęcony mi czas, oraz zdjęcia i informacje, które przyczyniły się do powstania tego artykułu.

Piotr Walczak